Dobra... Konrad śpi i mam chwilę spokoju żeby napisać wam coś więcej o tym co się działo (wiadomo... dziecko nie widziało mamy od poniedziałku...) Nadrobiłam też to co napisałyście na głównym wątku przez te pare dni i chciałabym wam jeszcze raz SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ! Za wszystkie modlitwy i kciuki!
Co do skurczy... ja pojechałam w poniedziałek bo przez weekend mnie te skurcze męczyły... czułam je jak twardnienia połączone z bólem jak na okres. Wiedziałam ze to jeszcze nie teraz ale chciałam żeby małemu choć te sterydy na płucka dali (nie pamiętam która z was o tym pisała... ale Adrian dopiero teraz dostał sterydy, wcześniej pisałam o tym ze to przy Konradzie je dostałam) No więc pojechałam na IP i położyli mnie pod KTG a tam???? Szok... skurcze większe niż podczas porodu kiedy rodziłam Konrada...
Zabrali mnie na porodówkę i znów podłączyli KTG... Łącznie leżałam pod nim tam na sali porodowej z 6 godzin i skurcze cały czas były takie jakie były nie ważne czy z lekami czy bez nich... Nawet zdjęcie zrobiłam choć jest mało wyraźne widać co się działo:
Na wypisie mam nawet napisane ze przyjeli mnie ze skurczami regularnymi porodowymi... i po ich minach było widać ze są przerażeni ze ja faktycznie rodzę choć sama nie czułam ze to już...

Wyleżałam tak prawie o 1 w nocy i zabrali mnie na patologię z tą pompą fenoterolu bo szyjka staneła na 2cm rozwarcia i tyle... malutki jest bardzo nisko... podczas badania przez pochwę dotyka się jego główki więc jestem dosłownie jak bomba zegarowa teraz....
Ale to nie wszytko... leżałam na sali z 3 dziewczynami... jedna była też styczniówką (te same terminy miałyśmy) a dwie pozostałe właśnie traciły dzieci :-( to był koszmar i dla nich i dla nas... jedna przyjechała z odklejonym łożyskiem i na drugi dzień weszła do nas na sale (bo akurat byly położne) i trzymając się miedzy nogami mówiła ze jej dziecko wypada... przez 2 dni leżała z nami i ani słowem sie nie odzywałyśmy... ona płakała a my przełykałyśmy gule w gardle... druga miała bardzo chore dziecko bez szans na przeżycie i sama podjeła decyzję o przerwaniu ciąży... więc jej było łatwiej choć też nie było różowo... obie rodziły w około 22-23 tygodniach ciąży :-(
Co do fenoterolu to ja w szpitalu tyle się nasłuchałam o skutkach ubocznych ze ciesze się ze ich teraz nie podają tak jak kiedyś

oni tak jak u mnie uspakajają akcje porodową ale nie trują dzieci długotrwałym podawaniem... wiele maleństw po tym świństwie miewa skutki uboczne po tym świństwie jak tachykardia czy inne choroby serca... jest pożytek ale też może wiele złego ten lek narobić... już mi lekarze o tym mówili przy Konradzie ze żadne pastwo nie stosuję tego leku tak jak w Polsce ze względu na skutki uboczne... Do domu dostałam taki nowy lek na skurcze który działa odwrotnie jak Fenoterol - obniża ciśnienie i człowiek chodzi ospały.
Kasia jak wstanę to sprawdzę na wypisie jaka to nazwa tego leku.
I nie martwcie się... teraz będę leżeć bo w gacie mało nie narobiłam... serio bałam się ze urodzę choć nie wykluczone ze to moze się zdarzyć już niedługo

mąż dlatego właśnie wolne jutro bierze prawie do końca listopada...
Przepraszam ze ja tak o sobie ale jestem jakaś taka skołowana po tym szpitalu... pare dni i wrócę do życia na forum :-)