Dona-ja w sprawie tych sklejonych warg sromowych. Przeszłam to samo ze starszą córką. Zaczęło się jak Olka miała pół roku. Wtedy pediatra zalecił kontrolną morfologię i mocz po 6 m-cu życia dziecka. Morfologia wyszła ok, natomiast zaniepokoił lekarza graniczny (choć jeszcze w normie) poziom leukocytów w moczu i od razu zajrzał jej do pampersa. Okazało się, że Olka ma częściowo sklejone wargi sromowe. Najpierw dostała biodacynę na przeleczenie stanu zapalnego, a potem smarowanie sterydem tego sklejonego miejsca. Po paru dniach smarowania zaczęliśmy rozciągać te slkejone wargi ale nie puściło. Wtedy dostaliśmy skierowanie do chirurga, który chciał jej to od razu przeciąć, na żywca (bo jak twierdził to tylko błonka). Nie zgodziłam się i poszłam z córką do mojego gina, który potwierdził, że taki zabieg jest konieczny. Nie chciałam jednak robić jej tego na żywca. Bałam się, że jak mi się poruszy podczas zabiegu to ją na całe życie okaleczę. Zapłaciłam 800zł i prywatnie u tego samego chirurga zabieg się odbył ale pod narkozą z maski+gaz. Trwało to 10min. Potem tamponowanie przez kilka dni o spokój. Niestety spokój pozorny. Taka dolegliwość bowiem ma tendencję do nawracania. Nawróciła nam się już z 5-6 razy ale pomaga smarowanie tą samą maścią (sterydem), która nie pomogła na początku. Muszę to kontrolować. Jak widzę, że się skleja to smaruję i po paru dniach smarowania rozciągam i puszcza. Nawroty są coraz rzadziej w miarę jak dziecko rośnie, bo wytwrza się coraz więcej hormonów kobiecych. Taki to niestety urok. Życzę Wam żeby smarowanie pomogło za pierwszym razem.