Powodzenia na wizytach!
Ja dzisiaj jednak zdecydowałam, że nie dzwonię do gina prywatnie, bo posiewu mi i tak nie weźmie skoro biorę leki dopochwowo. Podbrzusze na razie spokojnie, nie boli. W ogóle wydaje mi się, że zamiast rosnąć to mi brzuch zmalał :-( ale to już schiza chyba

Będę czekać i obserwować, w razie czego jest szpital, mogę jakby co pojechać do innego, do innej miejscowości (mam podobną odległość do obu, ok. 30 km). Dzisiaj oddałam mocz do badania zgodnie ze zaleceniem ale wydaje mi się, że tam powpadały kawałki globulki echhh, trudno. Nie będę ich przecież łowić. Wyniki jutro.
Co do potrzeb seksualnych męża to my chyba już jesteśmy z innej bajki po tym wszystkim co przeszliśmy. Jak realnie wisi nad tobą widmo niemożności posiadania biologicznego dziecka, tracisz upragnione dzieci to gdyby mój mąż był na mnie zły lub miał pretensje to chyba bym go z domu wyrzuciła albo stwierdziła, że się co do niego myliłam wcześniej, szczyt egoizmu. Nie mówię o zwykłej ciąży, ale o takiej sytuacji jak nasza. Mój tu na mnie chucha i dmucha i nawet by się bał cokolwiek inicjować. No ale to kwestia priorytetów, trudnych doświadczeń ale też pewna dojrzałość mężczyzny...
maadlen ja się chyba do końca nie pozbędę tego strachu... każdą pierdołą się nakręcam, sama to widzę. Ale jak sobie pomyślę, że mogłabym znowu trafić do szpitala i to dziecko stracić (trauma...) to jak mam być tak zupełnie spokojna? To jest silniejsze, chociaż bardzo się staram.