Mój mały był z mężem u teściów na tydzień i o tydzień za długo, potem dziecko po tygodniu dopiero wróciło do normy, bo tak to przez cały czas smutny, w ogóle się nie uśmiechał a już o smianiu nie wspomnę... I to nie dlatego że było mu smutno bo wrócili, tylko tam panuje zasada, że miłość do dziecka jest na pokaz przy sasiadach a normalnie to dziecko ma cały dzień leżeć, nikt go nie brał na ręce, zero dłuższego zainteresowania... Gdzie ja sobie nie potrafię wyobrazić, że jak mały zaczyna płakać to go nie wezmę na ręce czy mu nie pospiewam (bo z tym też wielki problem że dużo śpiewam dziecku).. No ale co zrobić , jedziemy na wesele za 3tyg właśnie do Zgorzelca, ale małego nie biorę i spać u nich nie będziemy tylko w hotelu ;-) bo wolę zapłacić za pokój, niż spać tam i słuchać jaką jestem zła żoną i matką...