Przy pierwszym porodzie miałam "zarezerwowaną położną", kiedy przyszło co do czego, jeszcze w domu zadzwoniliśmy do niej i poinformowaliśmy, że chyba się zaczęło. Kazała mi wejść do wanny z ciepłą wodą i obserwować. Jeżeli po pół godzinie skurcze nasilałyby się i występowały z pewna częstotliwością miałam jechać do szpitala. Położna poinformowała mnie również, ze niestety jest po nocnym dyzuże i nie może przyjechać do szpitala na mój poród. Powiedziała, ze poprosi koleżankę o zastąpienie jej. Tak też się stało. Mój mąż mówił ze położna bardzo się przydała, ze ona zaalarmowała o spadku tętna dziecka itp. Ja niepamiętam nic byłam wtedy z lekka nieprzytomna i było mi już wszystko jedno kto koło mnie lata. Rozliczyliśmy się z Panią już po porodzie.
Przed ani po porodzie nie miałam styczności z żadna położna. Nie chodziłam również do szkoły rodzenia. Przy kolejnym porodzie korzystałam juz tylko z nabytych za pierwszym razem informacji.
Aniay a fiacika zostawiacie czy sprzedajecie? Dobrze, że zdecydowaliście się na coś większego ale fiaciny żal- to najsłodszy samochód na świecie.