Witajcie! Dołączę chyba i ja

choć pewnie się zaraz zdziwicie, jak napiszę, że żaden test nie wyszedł pozytywny

jakiś tam cień jest, ja go widzę, mąż nie - baaardzo jaśniuteńki (lub moja nadinterpretacja

)
Moja historia jest taka: 6 letnia córka, ponad rok starań. Potem mąż chciał dziecko szybciej. Ja nie, bo a to dom, a to niestała praca itp - nigdy nie było dobrego czasu. Teraz kiedy dom jest na wykończeniu, umowa na czas nieokreślony, auto większe, to nam się zamarzyło dziecko. Wiedzieliśmy, że będzie problem, bo już z pierwszą ciążą był. Tym razem to samo - brak owulacji. Nie biorę tabletek antykoncepcyjnych od czerwca zeszłego roku, cykle miały ok 50 dni. Mam PCOS. Wiec kiedy się zdecydowaliśmy na ciążę, należało tą owulację wywoływać. Pierwszy cykl z Clo był w marcu. Nie mogliśmy skorzystać z owulacji, bo miałam miesięczną kurację antybiotykiem, a poza tym szczepiłam się też w marcu na koronawirusa. Drugi cykl rozpoczął się okresem 5.04. Cykl miałam monitorowany. Okazał się, że urosły dwa pęcherzyki i oba pękły. 20 lub 21 kwietnia nastąpiła owulacja i szansa na zapłodnienie była naprawdę duża. Okres ewentualnie przewidywałam na miniony wtorek/środę. Testy są negatywne, jeden był pozytywny - ale raczej był jakby zalany. Nie będę już chyba szła na betę, szkoda mi kasy. Wolę iść od razu do lekarza we wtorek. Myślę, że już cokolwiek zobaczy. Tym bardziej, że brałam duphaston i może muszę znów brać. Brzuch mnie pobolewa, śluzu mam sporo, a przed okresem byłam zawsze sucha jak pieprz. Jestem dobrej myśli. Naprawdę czuję, że jestem w ciązy

zawsze miałam 14 dni po owulacji okres, a teraz jest 18. Termin z owulacji wychodzi ok 15.01.2022