Dziewczyny, dziś (a w zasadzie wczoraj) o godzinie 18:30 urodziłam córeczke


Kilka słów o porodzie.
Do szpitala trafiłam w 40+1 tc - na kontrolę, do mojej lekarki prowadzącej, aby mnie szybko obejrzała, bo ostatnią wizytę miałam na samym początku stycznia. Podczas kontroli okazało się, że mam 5cm rozwarcia

Pani doktor powiedziała, że mogę wrócić do domu tylko po torbę, ale zaraz mam się stawić, bo dziś urodzę. Pomyślałam sobie - nie ma szans, przecież nawet nie mam skurczy. Mialam w sobotę i niedzielę bóle jak na okres i lekkie skurcze, ale nie sądziłam że to mogą być bóle porodowe. Jak wróciłam po godzinie z torbą, okazało się na badaniu że jest już 7cm. Dopiero wtedy dostałam znowu bóli jak na okres i lekkich skurczy. Wszystko do przeżycia, gorsze bóle miewałam nieraz na okres. Do 9cm poszło szybko, ale mała była jeszcze wysoko. Dopiero gdy przy KTG odeszły mi wody, zrobiło się pełne rozwarcie a mała zaczęła schodzić niżej. Te ostatnie skurcze już bolały. Zaczęły się parte. No tu już była ostra jazda, na szczęście trwały ok 30 minut. A jak dostałam ją na brzuch, to w jednej chwili cały ból minął, a pozostała tylko wszechogarniająca miłość i wdzięczność
Nasz Okruszek.

3500g, 53cm