Ja osobiście byłam zdecydowanie antyświąteczna... Generalnie zachowywałam się strasznie i poniżej wszelkiej krytyki: wprowadzałam nerwową atmosferę przez presję jaką na mnie wywierało wszystko. Pojawiła się pierwsza córka i mój mąż stwierdził, że tak nie może być że będę wszystkich "częstować" wszelkimi negatywami które wyniosłam z domu ( u mnie było zawsze szykowanie, generalnie rodzice się kłócili przez całe przygotowywanie świat, później po wszystkich złych rzeczach jakie padły siadaliśmy do stołu i kazano nam być radosnym i zadowolonym- to tak pokrótce)
I z roku na rok było lepiej. Teraz starsza córka ma 5 lat a ja na samą myśl nie zalewam się potem zaczęłam mieć neutralny stosunek od nienawiści z poprzednich lat. Nie wydurniam się z szykowaniem bo jak mówi mój mąż: nie musi być idealnie w domu ważne żebyśmy wszyscy byli zadowoleni i zrelaksowani wtedy będzie idealnie

robię do jedzenia to na co mamy ochotę z rzeczy, które jemy wyjątkowo i pierogi. Stół nie ugina się od różnorodnych dań to fakt ale jak widzę że wszyscy są zadowoleni to jestem spokojna. Choinkę ubieramy z dziewczynkami i w zasadzie nie interesuje mnie czy się komuś podoba czy nie to dzieło przede wszystkim naszych córek i to im ma sprawiać przyjemność. Wiem że gdyby nie mój mąż i jego "lightowe" podejście to byłoby niestety gorzej niż u.mnie w domu rodzinnym