Moja teściowa to dopiero ewenement w skali świata! Kapitalnie było do ślubu i narodzin naszego synka. Świetnie się dogadywałyśmy, nawet cieszyłam się, że zamieszkamy z teściami. Zawsze miałyśmy o czym pogadać. Zaczęło się od uwag na tematy wychowawcze. Dodam, że z pomocą merytoryczno-praktyczną pospieszyła mojej teściowej jej siostra mieszkająca po sąsiedzku (miałam jakby dwie teściowe). Teściowa robiła wszystko, żeby odzyskać syna. Kiedyś powiedziała mi "rodzisz dziecko, wychowujesz, dziecko dorasta, myślisz, że ci pomoże, a ono sobie rodzinę zakłada". Zawsze przychodziła do nas gdy czegoś potrzebowała, zwłaszcza pieniędzy. Narobiła sobie mnóstwo problemów finansowych, po czym powoli zaczęła nas wkręcać w kolejne kredyty, które rzekomo miała spłacać. Nic nie spłaciła, wyremontowała mieszkanie, a nas zostawiła z długami nie do spłacenia i co lepsze, udaje, że nic się nie wydarzyło. Wyprowadziliśmy się do moich rodziców, jest nam ciężko, ale mamy teraz przynajmniej emocjonalne wsparcie. Czasem zastanawiam się, dlaczego wyrządziła nam tyle krzywd. Mój mąż nie ma ochoty na kontakty ze swoją rodziną. Ich problemy były naszymi, a nasze są tylko nasze. Jak mogła tak schrzanić życie własnemu synowi i jedynemu wnukowi? Dużo można by o niej napisać. myślałam, że ze mną jest coś nie tak, ale to chyba jednak jej wina. Rozbite małżeństwo jej drugiego syna i jego alkoholizm coś muszą oznaczać. Mam przestrogę dla młodych małżeństw, nie dajcie się wrobić nie we własne problemy.