No wiec...chcialam cos napisac.Mianowicie,ze boje sie porodu.Tak,wszyscy mowia czego sie boisz? przeciez nie wiesz co Cie czeka...(to moja pierwsza ciaza)ale chyba wystarczy sobie wyobrazic jak przez taka mala szpare ma przejsc takie male a jednak duze dziecko ;-) W sumie to rozumiem,wiem,ze trzeba to przezyc,nie bede panikowac i uciekac z porodowki,twierdzac,ze nie chce...rezygnuje

nie ja jedna przeciez...i po drugie jest to rowniez cos pieknego,wyjatkowego...ale i tak sie boje.A moj strach mysle spowodowany jest tym,ze mieszkam w Niemczech i jak narazie slabo sie tutaj dogaduje...boje sie,ze czegos nie zrozumiem.I tak sobie obmyslilam,ze bede robic to co podpowie mi natura a nie lekarz czy polozna hihi

Gorzej gdy wynikna jakies komplikacje,boje sie,ze nie bede miala na nic wplywu bo nie bede wiedziec co sie dzieje...Ale z drugiej strony bede przeciez w szpitalu,a tam sie mna odpowiednio zajmna...Coz,bedzie co ma byc.Chce by maz byl ze mna ale z drugiej strony tez sie tego obawiam.Bardziej bede sie chyba nim przejmowac i tym,ze patrzy na moje cierpienie,widzi mnie w takich a nie innych okolicznosciach...czy to sie pozniej nie odbije na naszym zyciu seksualnym...ale z drugiej strony to jego tez dotyczy....przeciez to jego dziecko bedzie sie rodzic...no wiec pelno watpliwosci i mieszanych uczuc we mnie.Sama nie wiem czego chce,bo fajnie by byl obok z tego wzgledu,ze dobrze zna jezyk ale znowu nie wiem jak bede sie zachowywac...Moze bede sie darla w nieboglosy...bedzie krew,pot i lzy...chyba nie chce by mnie wtedy ogladal.A moze i chce?? dlaczego ma rece umyc i tylko czekac w poczekalni na gotowe...niech patrzy ile kobieta musi sie nacierpiec by jego potomka na swiat wydac

Czy macie jakies doswiadczenia z tym zwiazane? Jak Wasi mezowie reagowali? i jak Wy reagowalyscie? Moze w tym momencie nie mysli sie o tym wszystkim co ja wypisuje,wazne jest tylko by przestalo bolec,by sie skonczylo?
