Wczoraj prawie 2 godziny rozmawiałam z meżem. Przyznał,że wie że ja chętnie oczekuje iż on zrobi sam z siebie coś. Tyle,że on nie widzi i zazwyczaj pyta. A ja mi mowie,że ja nie mam kogo pytać czy coś jest do zrobienie tylko muszę wiedzieć co trzeba zrobić. Powiedział,że jak ma coś zrobić to mam mu powiedzieć i nawet jak pomarudził to zrobi i mam się nie przejmować jego marudzeniem. Tyle,że jak ja mu coś mówię,a on gra np. i nie zrobi tego po kilku minutach to się wkurzam i robię to sama. A on do mnie,że on jak mowi,że zrobi to zrobi i on decyduje kiedy. Mówię nie! Jak mam czekać pół dnia to robię to sama bo np nie mogę na to patrzeć bo mnie uj strzela! Fakt czasami zrobi coś z siebie ale rzadko zazwyczaj trzeba mówić . Tyle jak mówię właśnie jak mam za długo czekać to w końcu robię to sama bo się wkurzam. I to jest mój błąd. Muszę to zmienić. No ale dobrze,że pogadaliśmy i on powiedział że swojej strony a ja ze swojej i jakoś doszliśmy do porozumienia.