Chlopcy juz lepiej, choc Aleks wciaz ma napady kaszlu, Filipek mniej.
Filip slabiutko je, tylko rosolek lyka jak pelikan, a dzis caly dzien sie do mnie kleil, nie zlazil ze mnie.
Oni koncza antybiotyki, my z T zaczelismy, bo nic a nic nie przechodzi, a nawet gorzej.
Jutro jedziemy na wyjecie cewnika, zmienili nam jeszcze raz godzine, z listy popoludniowej na poranna i oby to juz byl koniec tego motania.
Niech juz uwolnia dziecko i dadza nam spokoj...