Witam! Zastanawiam sie własnie czy to juz koniec mojego małzenstwa?! Podczas ostatniej klotni maz powiedzial mi ze mysli o rozwodzie, od tego czasu nie gadamy ze soba. Jak to zwykle w klotniach bywa poszlo o pierdole - w naszym przypadku chodzi o porzadki, maz jest pedantyczny, lubi miec wszystko na swoim miejscu, a ja nie przywiazuje do tego wagi, ale staram sie zeby wszystko bylo posprzatane przed jego powrotem z pracy. Mamy troje dzieci, starsi synowie sa w wieku przedszkolnym, a mlodszy ma 10 m-cy wiec ciagle mam cos do roboty - pralka chodzi na okraglo, czasem nie wyrabiam z porzdkami, ale moj maz tego nie rozumie. On uwaza ze ja nic nie robie, jest wiecznie niezadowolony np. ze spinka lezy nie na miejscu, ze lustro w lazience jest nie wytarte itp. dla mnie pierdoly a dla niego powazne problemy.Robie wszystko co w mojej mocy aby byl zadowolony, ale on zawsze cos znajdzie. Z takich malych rzeczy robia sie wielkie awantury! Ja podnosze glos, a on mi na to "Nie drzyj sie" lub "zamknij ryja" a w ostatecznosci "spier...", mowi tez takie rzeczy ktore wie ze mnie zabola, albo poprostu mnie ignoruje. Nie wim juz co mam robic. Czy to niezgodnosc charakterow? Czy ma sens ciagnac to dalej?



W tym roku rowniez zamierzam pracowac, ale w gre wchodzi tylko panstwowa praca tak do 15;30,A co do zostawiania meza z dzieci to na pare godzin zostawilam go kiedys z dzieci, i dowiedzialam sie jak to dobrze sobie radzi - robi wszystko lepiej niz ja! To chyba ze mna jest cos nie tak!!!! Sama juz nie wiem!!!!!!!!!!