Leżałam od 35 tygodnia w szpitalu ze względu na zatrucie ciążowe.
No i pewnej nocy nie mogłam oddychać z tym, że myślałam, że to Nikola mi się jakoś ułożyła, ale rano było gorzej, że nie mogłam na płasko w ogóle leżeć więc w ciągu sekundy przyjechała moja gin, wujek, ordynator (jeszcze wtedy był nim ktoś inny), kardiolog żeby zrobić ekg, postali, pogadali i powiedzieli, że muszą natychmiast ciąć i czy się zgadzam.
Okazało się, że obrzęk poszedł na płuca i chwila moment mogło być po nas.
Po cc też było ciężko, ja w sumie nic nie pamiętam, bo byłam praktycznie nie przytomna i nie wiedziałam co się dzieje, no i okazało się, że cały obrzęk poszedł do oczu i widziałam wszystko jakbym miała wadę -10.
Na szczęście ciocia miała na okulistyce dyżur i szybko się mną zajęła i po kilku dniach już widziałam.
Ogólnie nikomu takich przeżyć nie życzę.