dziuba127
mama Martysi i Maleństwa
dziewczyny Kochane, wiem że to oczekiwanie Was wykańcza, sama już odchodziłam od zmysłów. Ja po porodzie czuję się wyjątkowo dobrze, krocze czasem mocniej zaboli i obkurczająca się macica też chwilami dokucza, ale generalnie poród miałam krótki, bo o 17.00 byliśmy na porodówce a o 18.50 mała sie urodziła, na sali poporodowej zaproponowałam mężowi żeby został chwile z małą a ja sie pójdę wykąpać, to mnie wyśmiał, że niby zmęczona wykończona powinnam być a nie pod prysznic od razu. Dziś trochę bardziej brzuch boli i obfitsze krwawienie od razu, ale da się przeżyć. No i dziewczyny - w dniu porodu pojechałam od rana do mamy bo S pojechał z kumplem auto jakieś naprawiać, a u mamy weszłam do mega gorącej kąpieli jak lubię, z pianą i pachnącym olejkiem, i od razu efekt!! odszedł czop z krwią (jednak dopiero wtedy), po paru min zaczęły sie skurcze, ale co 10-12min, za to dosyć mocne, długie i bolesne. Pojechaliśmy na to umówione KTG na 15.00, ale kolejka była na IP więc zanim KTG i badanie gin to sie zrobiła 17.00, no i decyzja - RODZIMY!. Pytam się pani w sali czy jest położną która będzie prowadzić poród, to mówi że do 19.00 ma dyżur więc do tej pory tak. A ja do niej ze do 19.00 to już kończymy tą imprezę!! i faktycznie udało się, bez oxy. Skurcze były co 10min cały czas do 18.20, potem jeden co 7min, a następne to juz jeden wielki skurcz, co chwilę i długie bolesne. Nagle pojawiła się moja gin obok (ponoć prosiła żeby ją poinformować jak sie zacznie i przerwała obchód żeby być ze mną więc super wyszło), a położna wyskoczyła z tekstem "my też pani doktor zaraz urodzimy". Wtedy już kamień z serca. Mała urodziła się za drugim skurczem od kiedy powiedziano mi "pani spróbuje sobie poprzeć". I jest już z nami, nareszcie 




a taka byłam spokojna 