Weekend faktycznie szybko minął, nawet nie miałam czasu zajrzeć. W sobotę od rana do południa siedziałam ze Starszakiem u laryngologa. Dostał antybiotyk na te uszka, ale żeby to się dowiedzieć od lekarza czegokolwiek to trzeba się chyba na wszystkim znać i o wszystko po kolei wypytywać, bo tak to wyszłabym z gabinetu całkiem "ciemna". Czy wszyscy lekarze tacy są

.
Więc mimo, że sobota przepiękna my siedzieliśmy w domu, bo Starszak miał gorączkę i zakaz wychodzenia. Ja praktycznie do wieczora sprzątałam.
Na szczęście niedziela już lepiej, bez gorączki, więc można było wyjść na dwór, co bardzo ucieszyło mojego synusia. Pogoda piękna. Z uszkami lepiej, gorączki nie ma i prawie już nic nie leci. Chyba antybiotyk tak szybko pomógł, bo ogólnie leczymy Starszaka homeopatycznie, więc przez ostatnie 3,5 roku brał antybiotyk tylko raz (rok temu na uszy i teraz. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Nie może jednak na razie ani biegać, jeździć na rowerze, itp. No i nauka pływania, którą uwielbia, też musi zniknąć i to chyba na dłuższy czas, ponieważ do uszu nie może wlecieć ani kropelka wody.
To tak w skrócie co u mnie przez weekend. Sorki dziewczyny, że nic Wam nie odpiszę, ale nadgoniłam tylko trochę i nawet nie pamiętam co i jak.

A teraz już w pracy siedzę, wiec może wieczorem spróbuje.