Witam.
Maltanka no ja też nie rodzę. Nawet te pojedyncze skurcze ucichły. Absolutna cisza....
Też się zgodzę z Twoim zdaniem, co do eksperymentu Kossakowskiego. Kobiety to jakoś inaczej przechodzą, no ja np patrzę przez pryzmat mojego porodu, który nie był taki straszny. I drugi życzę sobie podobny.
Co nie znaczy, że nie poczułam strachu i paniki, jak widziałam tę babeczkę. No bo jednak to BOLI...
Catedra współczuję męczarni. Oby w końcu się rozkręciło i dziecię zechciało wyjść.
Amaliee rozumiem Twoją irytację z powodu wizyty. Jeśli wszystko nie skończone, to człowiek taki w nerwach. A to jak znajomi będą korzystać z toalety? No bo domownicy, wiadomo, samio swoi i nie na skrępowania. Ale przy obcych? Przyzwyczajasz się już do mieszkania samemu?
Olinka tu masz rację, oni na pewno ze strachu tak mówili. Pewnie się nie spodziewali, że poród tak wygląda i że to taki ból. A po tej babce było widać, że boli. Facet, który był obecny przy porodzie ma już inne zdanie.
Zbieram się do fryzjera, zrobić się na bóstwo;-)