Ogólnie byliśmy podpisać umowę. Zawsze ja się zajmuje takimi sprawami tzn pilnuje, ale tym razem zamiast skupić się na papierach zaczęła oglądać i kombinować co i jak będę urządzać. I mój K podpisał.
Wróciliśmy dopiero do domu bo jeszcze zajechaliśmy do Ikei i ka patrzę na umowę a tam wychodzi o 150 zł więcej. I się wkurzyłam i mówię do niego by dzwonił a ten, że jutro. To mu mówię, że ma dzwonić, że to zupełnie inna umowa niż ta co była na maila, że doliczyli garaż Ok ale i tak jest za dużo o te 150 zł. I już mi ręce opadają a ten siedzi piwo pije mecz ogląda a mnie szlag trafia. W ciągi tygodnia już któryś raz mnie zawiódł. Ja jestem samowystarczalna, zawsze wszystko sama ogarniam ale wyjątkowo w ciazy jakoś potrzebuje takiego wsparcia by to facet ogarniał a ja mogła być ,, głupią kobietką" i skupiać się na banałach a nie szczegółach i formalnościach. Coraz więcej takich spraw wychodzi na wierzch, że zaczynam mieć wątpliwości co do naszego związku


niby banał, ale jak ma być wszystko na mojej głowie to po cholerę mi facet??