Przychodzę z updatem.
W nocy z poniedziałku na wtorek poszłam do wc i przy podcieraniu miałam całą rękę zalaną żywą krwią. Oczywiście szybko w auto, szpital. Przy badaniu ZNOWU wszystko w porządku.. Płód żywy, 2,5cm, akcja serca 166u/min. Nic się nie odkleja. Znalazła tylko małego krwiaka.
Nastraszyła mnie strasznie. Ogólnie miałam 9w1d jak trafiłam na SOR. Baba jakaś chyba niedzielna zapytała mnie o betę. To powiedziałam- ostatnia beta 5.01 6282 i 7.01 9549 i ona do mnie, że po becie widać, że ciąża się źle rozwija... No to ja już oczy jak 5 zł, zglupiałam. I mówię do niej, że każdy mi mówi, że beta przy takich wartościach podwaja się w ciągu 96h, a nie 48h tak jak ona twierdzila. Powiedziała mi, że powinna się podwoić w ciągu 48h i ktoś mnie wprowadził w błąd... W dodatku zmierzyła mi ciałko żółte i wyszło, że 6,2mm (w piątek 29.01 miałam USG i pęcherzyk miał 5mm)... Wyszłam tak zła i załamana, że nie umiałam sobie z tym poradzić. Jeszcze kazała mi odstawić duphaston, bo dla niej ta ciąża jest skazana na porażkę...
Ręce mi opadły.
Płód rozwija się prawidłowo według moich lekarzy prowadzących, wszystko jest super. Rośnie, bije serduszko, rusza już nóżkami na USG, a ta mi mówi, że ciąża obumiera... [emoji24]