Opowiem wam w jakiej sytuacji się znalazłam. Na ostatnim usg prenatalnym lekarz zauważył że jedna nerka może być nieznacznie powiekszona. Powiedział że jest to poprostu do sprawdzenia przed porodem albo u niego albo szpitalu. Mój lekarz prowadzący dał mi skierowanie do szpitala gdy byłam w 37 tyg. Dał mi skierowanie do szpitala na Ujastek w którym nie chciałam rodzić ( dwa porody tu miałam i średnio byłam zadowolona bo maja dziwne procedury). Stwierdził ze jest tu dobry odział dla noworodków z problemami i jakby sie okazało że coś jest jednak z ta nerka nie tak to z innego szpitala i tak by je przewieźli właśnie tam. Jako że chce być z dzieckiem po porodzie to sie zgodziłam tu tydzień temu. No i tu się zaczyna dziwna historia. Na izbie zrobili mi usg i lekarz stwierdził ze nic dziwnego z nerkami nie widzi no ale że mam skierowanie to mnie przyjma. Lekarz prowadzacy za to na dzień dobry zaczał mówić o wywołaniu porodu. Po moich pytaniach dlaczego, czy nie beda jeszcze tego kontrolowac na usg, że to przecież dopiero 37 tydzień, powiedział ze mam niepewny termin bo jest on tylko z usg. Pokazałam mu wszystkie moje usg od pierwszego w 9 tygodniu do ostatniego ze wszystkich wychodzi ten sam termin porodu z różnica jedynie 2-3 dni. To przyznal mi racje że faktycznie termin jest dobrze wyznaczony. No to beda jeszcze sprawdzać nerki na usg. Za dwa dni zrobili usg, robiła je lekarka która też nic złego nie zobaczyła, obie sa prawidłowej wielkości, wszystko inne też w porzadku. Zrobili pózniej inne badania mocz, krew też wszystko prawidłowe. Dobił tak 38 tydzień i pytam sie lekarza co dalej. Powiedział mi że beda mnie dalej obserwować na usg i już mnie nie wypuszcza przed rozwiazaniem. No i ok to rozumiem. Po czym dodał że beda wywoływać. Ja znów co, dlaczego, nawet jak na usg bedzie dalej wszystko dobrze? Na co on znów że ten termin niepewny że to może już 39 tydzień albo tydzień wcześniejszy. Ja szybka konsternacja co on do mnie gada, zakłada że może byc teraz 37 tydz a on chce wywoływać. Mówie że jak to przecież po terminie sie dopiero wywołuje. Zbył mnie " no bedziemy robić usg". Ja rozumiem jakby coś wyszło nie tak w badaniu, dał mi jakiś medyczny powód wywołania...a on z uporem chce wywołać poród dwa tyg przed terminem. Szczerze to odbieram to tak: nie znaleźliśmy nic to bedziemy indukować poród. Co wy o tym myślicie? Bo ja to myśle że może poprostu sie nie zgadzać na wywołanie jeżeli dalej bedzie wszystko w porzadku w badaniach i nie podadza mi konkretnego powodu?