Na mnie histeria i placz już az tak bardzo nie dziala, ale my wchodzimy w bunt 2latka, wiec histeria jest o to, ze odłozył ksiązkę, ja ją zabralam, a on jednak chciał ja czytać

albo o to, że nie damy mu chleba, który gołębie dziobią na ulicy (serio!). To przywyklam, chociaż mnie to drażni, bo bardzo dużo mu tłumaczymy, a jak o ścianę, nie dociera. Ja się naczytalam wczesniej o tym, jak to nie wolni dawac negatywnych komunikatow (np. zamiast "nie rzucaj jedzeniem" to "jedzenie zostaje na stole"), ale u nas to kompletnie nie zdaje egzaminu. Co bym nie mówiła to robi po swojemu. A potem etap mija

najlepiej działa ignorowanie niepożądanych zachowań. Więc płacz też ignoruję, w sensie jak mi wyje w nocy to sprawdzam, czy pampers ok, czy nic nie gniecie, czy chce mleko, a jak nie tylko wyje dalej to tulę aż się uspokoi i zasnie. Nic nie mowię. Na początku próbowalam go wyrwac z tego wrzasku, ale kończyło się na tym, że probowalismy sie wzajemnie przekrzykiwać.
A co do nerwów, to ja mam momentami fozyczne objawy stresu. Boli mnie brzuch, mam szybsze bicie serca, czuję się zdenerwowana. Najczęściej popołudniu właśnie albo jak wiem, że dłuższy czas będziemy tylko we dwójkę.
Tyle, że ja wiem, że powinnam iść do psychiatry bo czuję, ze potrzebuję lekow, a nie mam na to kompletnie teraz czasu i energii na znalezienie tego czasu

wiec wytrzymam ile się da, a jak będzie gorzej to pójdę.