Różne są zdania na ten temat. Powiem Ci na swoim przykładzie. Biegałam z córeczką odkąd się urodziła. Ciągle nosiłam na rękach a jak położyłam np. na macie i zobaczył to któryś z domowników to komentowano, że matka się dziecka pozbyła i ma spokój (spokój czyli np. robiłam sobie pierwszy posiłek o 16

) Na każde zakwilenie byłam w pełnej gotowości by obnosić mój Skarb po całym domu, mimo nieprzespanej nocy. Byłam w stanie ciągłego napięcia, bo nawet jak spała, wiedziałam że muszę w każdej chwili rzucić wszystko i biec, jak tylko się obudzi, bo przecież umrze ze strachu, jeśli w ciągu sekundy po obudzeniu nie zobaczy mojej wykrzywionej grymasem zmęczenia facjaty. I tak biegałam z nią po domu, zakładając słuchawki na uszy i stawiając się na każde zawołanie. I co? I było coraz gorzej. Jak miała koło pół roku, chciałam strzelić sobie w łeb ale nie mam broni i w dodatku pewnie bym nie trafiła. Poszłam po rozum do głowy. Mocno zainspirowały mnie książki Tracy Hogg i od tej pory zaczęłyśmy się uczyć życia razem. Bez nerwów i stresu. Oczywiście bywa różnie ale jak dajesz wszystko od razu, to wymagania rosną a w pewnej chwili nie da się już huśtać mocniej i szybciej.