Ja tak tylko do 14 leżę później młody wraca to już nie bardzo. Nie plamie już tak obficie więc chyba coś tam się polepszaNiestety, mnie juz od leżenia plecy bolą i nie mam jak się ułożyć![]()
Follow along with the video below to see how to install our site as a web app on your home screen.
Notka: This feature may not be available in some browsers.
Ja tak tylko do 14 leżę później młody wraca to już nie bardzo. Nie plamie już tak obficie więc chyba coś tam się polepszaNiestety, mnie juz od leżenia plecy bolą i nie mam jak się ułożyć![]()
Ja tak tylko do 14 leżę później młody wraca to już nie bardzo. Nie plamie już tak obficie więc chyba coś tam się polepsza![]()
Takie nastawienie napewno lepsze niż rozpacz, zwłaszcza z dwójka dzieci w domu, dla nich jesteś najważniejsza i na pewno chcą Cie widzieć szczęśliwą i radosną jak do niedawna. Oczywiście życzę Ci żeby od poniedziałku ta radość wrociła na dobreWitajcie dziewczyny. Widzę że dyskusja wre i liczba mamuś rośnie z dnia na dzień. Cieszę się z każdej Waszej udanej wizyty, czytam Was, jednak teraz się nie udzielam. Staram się spokojnie czekać do poniedziałku i za dużo nie myśleć. Nie mam żadnych dolegliwości, nie boli mnie brzuch... No nic kompletnie.... Iskierka nadziei jeszcze gdzieś się tli w głębi duszy... Ale staram się też myśleć racjonalnie. Nie jest to łatwe i przyjemne... Wiem jednak ze musze podejść do tej sytuacji zadaniowo. Jeśli będzie trzeba, muszę pójść i zrobić co należy. Wyjścia nie mam. Chyba takie stawianie sprawy mnie ratuje psychicznie. Możecie uznać że podchodzę do tego na zimno... O nie... Wcale tak nie jest. Jednak mam w domu moją dwójkę i muszę jakoś funkcjonować... Nawet do pracy chodzę normalnie... Inaczej bym zwariowała...
Trzymam mocno kciuki za was wszystkie!
Rozumiem Cię, jestem z TobąWitajcie dziewczyny. Widzę że dyskusja wre i liczba mamuś rośnie z dnia na dzień. Cieszę się z każdej Waszej udanej wizyty, czytam Was, jednak teraz się nie udzielam. Staram się spokojnie czekać do poniedziałku i za dużo nie myśleć. Nie mam żadnych dolegliwości, nie boli mnie brzuch... No nic kompletnie.... Iskierka nadziei jeszcze gdzieś się tli w głębi duszy... Ale staram się też myśleć racjonalnie. Nie jest to łatwe i przyjemne... Wiem jednak ze musze podejść do tej sytuacji zadaniowo. Jeśli będzie trzeba, muszę pójść i zrobić co należy. Wyjścia nie mam. Chyba takie stawianie sprawy mnie ratuje psychicznie. Możecie uznać że podchodzę do tego na zimno... O nie... Wcale tak nie jest. Jednak mam w domu moją dwójkę i muszę jakoś funkcjonować... Nawet do pracy chodzę normalnie... Inaczej bym zwariowała...
Trzymam mocno kciuki za was wszystkie!
Rozumiem Cię, jestem z Tobą
Trzymaj się:*
My powiedzieliśmy zajomym rodzinieMówiłyście już komuś o ciąży oprócz partnerowi?
Ja jeszcze tylko siostrze powiedziałam. Nie mam wcale chęci rozpowiadania, ale coś czuję, że po pierwszej wizycie będę zmuszona powiedzieć. Moją szefową muszę szybciej uprzedzić, bo właściwie do pracy nie wrócę...
Teściowej to najchętniej bym nie mówiła tak długo aż się od niej nie wyprowadzimy, bo mi ta kobieta żyć nie da...