Zaczęłam myśleć, że to wcale nie dlatego to się wydarzyło, „bo nie może być za dobrze”, ale dlatego, żeby nam było łatwiej. Jeśli rzeczywiście to dziadkowi było pisane, to gdyby nie dzidziuś, nie dałabym rady znów przez to przechodzić...
Statystyki mówią, że w przypadku tego raka, gdy jest nieoperacyjny, średnia przeżywalność wynosi 6 miesięcy od diagnozy. Niestety bardzo możliwe, że dziadziuś nie dożyje narodzin prawnuka i będę jeszcze musiała przechodzić przez kolejny w ciągu roku pogrzeb.
Wiecie tak mi się wydaje, że to go dopadło przez śmierć babci. Nic mu nie było, babcia zmarła pół roku temu, posypał się a nagle rak. Widocznie cierpienie i stres emocjonalny naprawdę potrafią takie rzeczy człowiekowi zrobić.
Jest mi bardzo ciężko. Staram się być spokojna, ale wyobrażam sobie, że on leży tam w szpitalu zupełnie nieświadomy. Wkrótce dowie sie, że za pół roku umrze. Dodatkowo w końcu muszę powiedzieć o ciąży. Boję się, że przez to będzie jeszcze ciezej przechodził przez to wszystko. Dziadek mimo wieku jest w 100% sprawny intelektualnie i świadomy. Nie wiem jak można takiemu człowiekowi powiedzieć, że zaraz umrze.