@DarkAsterR pisząc że z pracy do pracy miałam na myśli to że kiedyś słyszałam porównanie że opieka nad dzieckiem to jak praca na pełen etat i powiem Ci że bardzo mi się to stwierdzenie spodobało a gdy sama zostałam matką przekonałam się ile w tym sensu. Dla mnie nowa piękna rola jaką jest macierzyństwo nie wyklucza ciężkiej pracy ale cel uświęca środki. Tu mi się nic nie gryzie a pięknie współgra.
Zgodzę się z Tobą że macierzyństwo nie jest jedyną drogą rozwoju ale ja pisałam o sobie i swoich odczuciach i jestem naprawdę zachwycona możliwościami jakie daje mi macierzyństwo, dowiedziałam się o sobie dużo i potrafię troszkę inaczej spojrzeć na świat. Chcę też pracować nad sobą i właśnie dziecko mnie do tego motywuje.
Oczywiście że da się pogodzić pracę i macierzyństwo ale ja już wiem że ja albo tego nie umiem albo mnie by to za dużo kosztowało. Zauważ że cały czas piszę o sobie.
Jasne, wypadne z rynku pracy na jakiś czas ale to moja świadoma decyzja i moje konsekwencje które ewentualnie poniosę.
Mój partner rzucając hasło że on będzie zarabiał miał na myśli to o czym pisałam wcześniej a nie jakiekolwiek ograniczanie mnie. Odpowiadam za siebie i mojego partnera a nie za innych bo poprostu nie wiem jaką motywacje mają.
Co do spotkań z ludźmi to trochę przesiałam znajomych ale naprawde nie wyszło mi to na złe. Pare osób odpadło ale na ich miejsce pojawili się nowi.
Na interesujące mnie dorosłe tematy mam z kim porozmawiać tu nic się nie zmieniło.
Jestem bardzo twardą realistką ale też kobietą pewną swojego faceta i w szczęśliwym związku, bardzo na to pracowaliśmy i bywało bardzo ciężko wręcz dramatycznie. Przetrwaliśmy to i teraz zbieramy tego owoce. Nigdzie też nie napisałam że jestem od partnera uzależniona finansowo i jak On odejdzie to zostane4 bez środków do życia.
Rozumiem. Dziękuje.
Milo przeczytać, ze ktoś jest świadomy konsekwencji jakie niosą ze sobą pewne decyzje i jest w stanie je ponieść w sposób odpowiedzialny.
Spotkane przeze mnie panie były w szoku, ze na mniej rzeczy je stać (halo, kochana, rzuciłaś prace, jest o jedna pensja mniej), ze męża częściej nie ma (a co myślałaś, ze oznacza, ze od teraz on zarabia na rodzine?), ze mąż częściej wymaga a to tego a to tamtego od czasu do czasu okraszając to tekstem „siedzisz w domu, masz czas”.
@DarkAsterR temat przemocy domowej jest a właściwie był mi bliski ale niestety nie odpowiem Ci na pytanie dlaczego kobiety się na to godzą. Słyszałam coś o syndromie ofiary czy Sztokholmskim ale nie jestem specem w tej dziedzinie.
Zgodzę się że temat przemocy dotyczy wszystkich środowisk i nie zapominajmy że mężczyzn też.
Wiem. Tez znam temat. Nie zadaje już tego pytania. To jest fenomen. Nie dyskutuje się z tym.
Proponuje w takim razie wziąć usiąść gdzieś w spokoju, przeczytać jeszcze raz ze zrozumieniem post i może wtedy wrócimy do tematu? Bo narazie twoja wypowiedz przypomina dziurę po kuli w płocie. Kompletnie nie zrozumiałaś o czym mówię...
Czy czerpię przyjemność z uświadamiania niektórym osobom, że mają przerośnięte ego?
Niekoniecznie.
Jednakże już nie muszę pobłażać takiej naiwności, niedojrzałości czy jakkolwiek to nazwać.
Może zanim wydadzą drugi raz opinię to się dwa razy zastanowią? A jeśli nie... To też mnie nie obejdzie zbytnio.
Jest taka piękna zasada: każdy ma prawo do własnej opinii...a najbardziej do zachowania jej dla SIEBIE. Tym bardziej, że nie przeważnie nie znają opiniowanej przez siebie drugiej osoby...
Wiem, że internet wiele wybacza... jesteśmy tacy anonimowi...ale nie zwalnia nas to z bycia kulturalnymi (a później nasze dzieci się od nas uczą...).
Pozostaje tylko pozazdroscic przekonania, ze to napewno ludzkie ego a nie coś innego. Mamy tendencje do oceniania ludzi według siebie co nie zawsze skutkuje prawidłowa ocena osoby bądź sytuacji.
Odnośnie uczucia żalu bądź też i jego braku z powodu szybkiego powrotu to pracy.
Bywa różnie. Pewnie jakieś badania są... Nie powołam się na nie, gdyż żadnych nie czytałam.
Bazuję na swoim doświadczeniu. W ciągu tych prawie 20 lat odkąd jestem matką spotkałam na swojej drodze wiele kobiet, matek. Zdecydowana większość z tych (nie podam danych procentowych gdyz nie prowadzilam statystyk - głupia ja, nie pomyślałam, że się przydadzą), które z jakiegoś powodu wróciły do pracy od razu po macierzyńskim lub przerwały macierzyński - po kilku latach odczuwały żal, że ominęły ich niektóre kamienie milowe w rozwoju dziecka (pierwszy krok, pierwsze słowo). To nie jest żal, żeby się od razu biczować...ale takie ukłucie w serduchu, że to ktoś inny doświadczył...a nie one. Oczywiście łatwiej było jeśli dziecko było z babcią, ciocią itp. Gorzej jeśli w żłobku lub z opiekunką.
Ach, czyli jednak „bywa różnie”.
Bo czytając twoja poprzednia wypowiedz można by odnieść wrazenie, ze „Matki, ktore wracają zaraz po macierzyńskim albo i szybciej - z czasem będą tego żałować... Będą żałować tego czasu, który minął bezpowrotnie.”.
Ale cieszy mnie, ze dopuszczasz możliwość, ze są takie kobiety, które nie żałują powrotu do pracy zaraz po macierzyńskim. Otwartosc umysłu poprawia jakość dyskusji.
Teraz to ja muszę wysilic swoje szare komórki i wyobrazić sobie dlaczego którakolwiek mame miały by ominąć kamienie milowe w rozwoju dziecka? Jak już mówiłam poszłam do pracy po macierzyńskim. Mam nagrana pierwsza próbę raczkowania mojej córki, pierwszy raz jak sama się nakarmiła łyżeczka, pierwszy krok pewnego wietrznego wrześniowego dnia, pierwsze słowo...nic mnie nie ominęło.
Co takiego złego w żłobkach? Moje starsze dziecko chodzi i jakos nie zauważyłam żeby jej czegoś brakowało, żeby w czymś odstawała od innych. Dobry żłobek może dziecko nauczyć wielu rzeczy, to wcale nie musi być czas grozy i terroru. No, przynajmniej tu gdzie mieszkam.
Także wszystko zależy od sytuacji, może od priorytetów w życiu? Od siły charakteru może - są osoby które niczego w życiu nie żałują [emoji846]
Większość osób czegoś w życiu zaluje. Grunt to uzmysłowić sobie, ze nie ma się kontroli nad przeszłością i nie da się jej zmienić. A skoro się nie da to po co się zamartwiać i gryźć z żalu palce?
Jeśli chodzi o ten polski system emerytalny to było to w odpowiedzi do jednej z dziewczyn, która poniekąd zarzuciła mi, że skoro się zdecydowałam na 3 dziecko to powinnam mieć zabezpieczone na to pieniądze. Abstrahując od tego, że na takiej opinii mi nie zależy...
Nawiązałam do odkładania na prywatny fundusz emerytalny (gdyż polski system emerytalny jest marny bardzo i pewnie śmierć głodowa by mnie na emeryturze czekała) a resztę "nadwyżki" inwestuję w moje nastoletnie dzieci.
Dlatego żyjemy skromnie i nie odkładałam na "hipotetyczne" 3 dziecko.
Teraz będzie trzeba żyć jeszcze skromniej, gdyż ani nie odbiorę moim starszym dzieciom ani nie przestanę zabezpieczać swojej i ich przyszłości.
Pracuję zawodowo od 20 lat z 4 letnią przerwą na moich dwóch chłopaków.
Od 13 lat pracuję w jednej firmie, z czego od lat 7 zarządzam ok. 20 osobowym zespołem pracowników. Z powodu ciąży wysokiego ryzyka musiałam pójść na L4. Nie potrafię jednak się odciąć od pracy całkiem i zostawić moich podwładnych samych sobie. Pomagam na ile mogę i kiedy mogę.
Branża turystyczna niestety nie sprzyja pracy z domu...do tego jej sezonowość bywa wyczerpująca.
Mam tylko nadzieję, że wspólnie z moim pracodawcą uda nam się wypracować jakiś kompromis. On liczy, że wrócę zaraz po macierzyńskim. Ja jeszcze nie wiem. Branża turystyczna mocno teraz ucierpiała, moje L4 jest im na rękę. Jak będzie za 1,5 roku?
Nikt tego nie wie... mogę nie mieć do czego wracać...
A się rozpisałam... Także i nie na temat. Ale nigdy nie wiadomo co się kryje za decyzjami, ktore kobiety podejmują. Same bądź przy udziale partnerów.
[/QUOTE]
A pozwól, ze zapytam... naprawdę można w dzisiejszej Polsce dostać emeryturę siedząc w domu z dziećmi? Kiedyś było tak, ze żeby otrzymać najmniejsza emeryturę należało mieć przepracowane minimum 10 lat. Ale to już jakiś czas temu. Zmieniło się coś w tym temacie? Można przejąć emeryturę po zmarłym małżonku? U nas to działa zupełnie inaczej wiec nawet nie ma co porównywać czy wnioskować.