kroptusia nie chce byc natarczywa ale jak zaszlas to prosze pochwal sie z jaka czestotliwoscia sie przytulaliscie i robilas testy owu
Spoko odpowiem na wszystkie nurtujace pytania w miare posiadania wlasnej wiedzy i doswiadczenia

) Przez ostatnie pare lat spooooooro sie naczytalam o wszystkim. Wkleje Ci tu moja historia ktora pisalam jakis czas temu jak doszlo do zafasolkowania

"Dziewczyny to moja historia wiec sie nie lamcie

tez swoje przeszlam bo czekalam na ciaze 3 lata i tutaj pocieszenie dla zalamanych...Staralismy sie w sumie 3 lata i nic nie wychodzilo, probowalam wszystkiego od liczenia dni plodnych po kalendarzyk: czyli badanie sluzu, temperatury, bol okoloowulacyjny + test, zawsze w dniu owu tempka spadala troche po owu rosla, cykle 27-32 dni jak w zegarku. Gdy byla owu faza lutealna trwala 14 dni wiec czy owu byla 12 czy 18 dnia wiedzialam dokladnie kiedy przyjdzie @...tempka po owu 36,9-37,2 ksiazkowo, spadala zawsze w dniu @ wiec wszystko wiedzialam co i jak nim zaczelam krwawic...jak poznalam M powiedzial mi ze jako chlopiec w wieku 16 lat mial ciezka infekcje i lekarz powiedzial ze nie bedzie mial dzieci, bo cos tam z plemniczkami ze nie bedzie wojownikow co dadza zaplodnienie...Na poczatku nie wierzylam, medycyna itp. sceptyczne podejscie, ale z biegiem czasu jak nic nei wychodzilo, M przypomnial mi po tym wiec sie podlamalam...postanowilismy wrzucic na luz, zero mierzenia, testow itp., wakacje i tak pol roku i tez NIC...potem kombinacje, co 2 dni co 3 przed owu po owu, ja badanka ale ok prolaktyna, owulka...Nadszedl wrzesien 2008 postanowilam ze koniec czekania i rzucam prace (mobbing, przesladowanie, znecanie sie, brak podwyzek itp.). Prace trzymalam tylko z uwagi na dzidzie ze jak zajde by miec potem macierzynski, wychowawczy itp ale nie dalam juz rady wiec stwierdzilam ze skoro nie ma dzidzi to zajme sie soba...Zlozylam wypowiedzenie i zaczela sie walka z wrednym szefem, znecal sie za to, przesladowal, stres, nie mialam zycia, wylam codziennie, odliczalam dni do konca grudnia kiedy odejde, do tego M wyjechal, przestalalam myslec o dziecku tylko o tej cholernej pracy. W grudniu M wrocil, bylam zalamana, steskniona i jak sie rzucilam z tej tesknoty i zali to bylo serduszkowanie 10 grudnia (co sie potem okazalo byla to noc 17/18 dc czyli owu) przed tym 10 i po nim juz nie serduszkowalismy....i co sie okazalo, ZACIAZYLAM WLASNIE W TYM CYKLU

kiedy tylko raz jedyny bylo serduszkowanie, kiedy nie myslalam bo nie moglam myslec o dziecku tylko ta pieprzona praca, swieta za pasem itp...ok 8-9 dpo zrobilam test ale tylko dla jaj bo 1 mi sie ostal z promocji, z usmiechem na ustach bo co ja moge zobaczyc poza I krecha bo nawet jak ciaza to za wczesnie (nudzilam sie i tyle)....I z usmiechem zobaczylam I kreche, po czym chce wyrzucac test nie czekajac nawet 3 min patrze a tu cien II kreski i tak sie zaczelo

), rano nastepnego dnia byla juz II kreska rozowa ale slaba a za 2 dni beta 101, 4 dni po spoznionej @ lekarz powiedzial ze 5 tydzien i wszystko ok....Niom...ps. W styczniu M mial zrobic badanie nasienia by zaczac walke o dzidzie z jego strony bo to po jego stronie byl problem jak myslelismy

i jak przyszlam do gina to on "nooo jest pani to co zaczynamy walke o maluszka, jak tam wyniki (wtedy jeszcze moje) i czy robimy monitoring" a ja na to ze zrobilam test i wyszedl pozytywny a ten szok...I tym sposobem mali wojownicy wygrali, wbrew medycynie i wszystkiemu, Bog dal nam nasz malutki ukochany Cud

"Wiec wbrew wszystkiemu wystarczyl jeden raz a test owu do konca nigdy nie wyszedl pozytywny bo wg gina poge miec niskie stezenie LH a owu byla i moze byc odwrotnie

dlatego powiedzial ze testy owszem ale dodatek a oprocz tego monitoring - jednak jego juz sie nie doczekalam

Super pozytywny test owu wyszedl mi dopiero w ciazy hihihi

wczesniej zawsze kreska wychodzila odrobine bledsza wiec myslalam ze nie mam

mimo ze tempka spadala w dniu owu odrobine a po rosla, byl sluz, byl bol...
