jeszcze raz:
nie będę Was cytować drugi raz, ale oczywiście czytam wszystko pracowicie ;-)
z tego, co pamiętam:
missiiss- niezła pączkowa przygoda! :-)
neska- gratuluję! :-)
izulka- witaj spowrotem! :-)
tabasia- relacja z irlandzkiego szpitala ;-)
było mnóstwo ludzi, ale poszło całkiem sprawnie- w 3 godziny się zmieściłam

najpierw, po wypełnieniu dokumentów, czekasz na wezwanie do położnej.
wywiad z nią trwał około pół godziny, była przesympatyczna, pośmiałyśmy się i powiedziałam jej to, co miałam zaplanowane ;-)
zaprowadziła mnie na pobranie krwi (tu znów czekanie na kolejkę) i ściągnęli ode mnie z 5 próbówek na mnóstwo badań- chyba 7 różnych, w tym na różyczkę i ospę wietrzną i inne tajemmnicze nazwy.
potem idziesz do poczekalni (czekasz....) na scan. mnie kopnęło to wielkie szczęście, sam doktor prowadzący mnie zeskanował

potem znów do tej samej poczekalni (czekasz....) i w końcu dają Ci ternim następnego usg (za 15 tygodni!!!!!!!!!)

potem idziesz siku

łapiesz siku w próbówkę (to cholernie trudne!), próbując sobie nie obsikać rąk i ścian w wc

idziesz z siuśkami do poczekalni (czekasz.....) i w końcu oddajesz wszystko pani, która sprawdza mocz papierkiem i wylewa do zlewu (po takich trudnościach technicznych w toalecie!).
mierzy ci ciśnienie, daje termin nastepnej wizyty w szpitalu (za 11 tygodni!!!!!!)
ogólnie było bardzo miło, chociaż nie uwzględnili mojej prośby o przezierność, zlekceważyli wadę wzroku i szmery w sercu

