Bry!
Ja dzis mialam pobudke o 6:45 i glodna jak wilk poszlam do kuchni. Wiec juz tak jakby jestem po pierwszym sniadaniu

Ja mialam tez nie za ciekawy wieczor wczoraj - oj strasznie sie poklocilam z mezem - skonczylo sie na moim ryku - jak zwykle. Wiec dzis humor mam taki sobie choc sie wczoraj niby pogodzilismy, ale i tak jestem na niego zla :/
Jakos bedzie trzeba to przetrwac.
Wiolcia ale ja w zeszłym roku prowadziłam intensywne "szkolenie", szczególnie dziewcząt. I co? Guzik. Dziewuchy jeździły na dyskoteki z dorosłymi facetami, a jedyną reakcją rodziców jak zwróciłam uwagę, było "ale przecież ona tak lubi tańczyć". A przecież wtedy miały 13 lat! No to teraz rodzice mają. Myśleli, że mają do czynienia ze smarkatą nauczycielką, nie zwracali na mnie uwagi, to teraz mają. Chyba hormony zaczynają działać, bo żółć ze mnie wypływa
Ja mam w pracy codziennie do czynienia z rodzicami uczniow, a ze duza jest rotacja wiec moge powiedziec ze rocznie pewnie osiagam tysiace spotkan z rodzicami. Czesto mnie traktuja jako mloda nauczycielke (mloda to co ona wie). Na szczescie nie zawsze... Ale czesto to rodzice wiedza najlepiej. Nawet jak im nauczyciel cos mowi - to nie wezma tego pod uwage. A czesto rece opadaja... Tak naprawde cudzych dzieci nie wychowa sie. Musialabys trafic na inteligentnych rodzicow (a tacy nie potrzebuja rad, bo juz wiedza co robic w roznych kwestiach).
A ze ucze miedzy innymi gimnazjalistow to jestem zdania ze to nie sa dzieci. Dla nas moze tak, ale w zachowaniu wielu z nich stara sie byc doroslym. Roznica jest taka, ze nie mysla o konsekwencjach i psychika czesto okazuje sie krucha. Ale jak widze dziewczyny z klas 2 czy 3 wymalowane, wydekoltowane i zaczepiajace chlopakow w sposob jednoznaczny - to z dziecmi to ma czasem malo wspolnego... jak do tego doda sie przyzwolenie rodzicow, lub ich nieuwage, to moga sie stac rozne nieszczescia. Ale zwracanie uwagi rodzicom czesto nie daje zadnych rezultatow :/ Nie mowie tu o tym, ze kazdy nauczyciel zjadl wszystkie rozumy, ale jesli ktos zwraca uwage na cos, mozna chociaz przemyslec, czy nie ma racji.
Właśnie przeczytałam o gimnazjalistach. Masakra... Moja kuzynka urodziła niedawno córeczkę - jest po pierwszym roku studiów. Niby wszystko fajnie, miała indywidualny tok przez pierwszy rok, stypendium, bo to tzw. kierunek zamawiany. A teraz uznała, że rezygnuje ze studiów, bo nauka nie jest najważniejsza i ona nie ma siły... A rodzice jej przytakują. Oczywiście, że nauka nie jest najważniejsza, ale ona będzie w końcu musiała sama na to dziecko zapracować. A kierunek miała rewelacyjny - informatyka. Z potencjałem, dobrze płatny, można zdalnie pracować. Ech... Ciekawe, kiedy jej się odwidzi.
Wychodzi na to, że czasem 20 lat to też za mało.
Masakra! Jak zrezygnuje ze studiow to kiedy bedzie miala sily wrocic? Jak jeszcze znajdzie jakas prace plus dziecko to pewnie szybko na uczelnie nie zawita. Moze choc jakies zaoczne by zrobila? Szkoda - no ale jak sie ma dziecko trzeba sie przygotowac, ze lekko nie bedzie.
Mysle ze czas, kiedy jest sie gotowym na dziecko, to sprawa bardzo indywidualna. Ja w wieku 20 lat na pewno nie bylam na to gotowa. Teraz jestem juz po szalenstwach, mam co wspominac. Slub bralam po wieloletnim zwiazku i jestem gotowa na dzieci. Ale troche to trwalo zanim moglam tak powiedziec. Nie wyobrazam sobie udzwigniecia liceum czy studiow dziennych i jednoczesnie wychowywanie dziecka... Ciezko by mi bylo.