Doti, to co piszesz jest naprawdę smutne i przykre - najbardziej na pewno dla Ciebie i Twojej córeczki. Codzienne męki w takiej atmosferze i domowych warunkach nie sprzyjają Tobie, Twemu samopoczuciu i Maleństwu. Pewnie ciężko jest Ci to wszystko przerwać, rzucić, zostawić za sobą. Ale tak jak piszą dziewczyny, tak tu, jak i w życiu, najtrudniejszy pierwszy krok, póki małe dzieci, póki masz szansę, by ułożyć sobie życie na lepsze. No i szansę, by odżyć, poczuć się pełnowartościową kobietą, która podoba się swojemu mężczyźnie i jest przez niego i siebie samą akceptowana. Teraz w tym tkwisz, pogodziłaś się z tym jak jest w pewnym stopniu, ale tak być nie musi. Największe szczęście dla dziecka, to widzieć szczęśliwych rodziców, zadowoloną mamę, a nie być świadkiem awantur, kłótni, cichych dni, czy podjudzania przez fałszywą babcię.
To na pewno łatwiej napisać, trudniej zrobić. Musisz sama przemyśleć, czego byś chciała i potrzebowała, co czujesz i czego w głębi duszy pragniesz. Mam nadzieję, że Ci się to uda i że będziesz miała jak najwięcej powodów, by każdy dzień witać z uśmiechem na twarzy
