Mój eks mnie zdradzał jak byłam w ciąży, jak rodziłam pieprzył się z inna na moim łóżku, i później również, dowiedziałam się o tym dopiero rok później. Zaczęło się od codziennych kłótni o pierdoły, po każdej z kłótni wychodził z domu i nie wracał na noc, aż któregoś dnia zdecydowaliśmy że tak dłużej nie może być że się wyprowadza na tydzień zastanowić się nad nami (oczywiście wtedy nie wiedziałam o istnieniu innych kobiet). Bardzo szybko zorientowałam się że wyprowadził się nie do mamusi jak twierdził, a do nowej laski. Wypieprzyłam resztę jego rzeczy. Nie cały miesiąc później chciał już wracać, twierdził, że bardzo mnie kocha, że kocha naszego syna i zrozumiał swój błąd. Powiedziałam wtedy ok to Ty się postaraj i może, ale może jak Ci uwierzę to dostaniesz szanse (w tym czasie jego nowa dziewczyna, którą też zdradzał miała ze mną kontakt smsowy.) Wiedziałyśmy co kiedy i której mówi i obiecuje (w życiu nie słyszałam tylu kłamstw). Obie udawałyśmy że damy mu szanse, a ja w tym czasie gromadziłam materiał dowodowy do rozwodu. Skończyło się tym że przekonany o tym że może do mnie wrócić i pewnie lada dzień mu pozwole się wprowadzić, bo mu wybaczyłam odebrał pocztę, a w niej pozew rozwodowy z głównym świadkiem (jego dupą!). Pan pewny siebie przekonany o tym że jem mu z ręki i dalej łykam kłamstwa niczego się nie spodziewał.
Później wielokrotnie twierdził że jestem miłością jego życia, ba do tej pory tak twierdzi mimo że na nowo poukładałam sobie życie. Ale z tego co wiem poza tym że tak bardzo mnie kocha, dalej zalicza małolaty po mieście i niczym się nie przejmuje.
Także jeśli chodzi o zdradę nigdy, przenigdy nie umiałabym jej wybaczyć i zapomnieć. Sama nie zdradzam, i mój obecny partner wie że jeśli spróbuje kiedykolwiek i ja się o tym dowiem to między nami wszystko będzie skończone, niezależnie od dzieci, kredytów i całej reszty.
Na szczęście trafiłam na faceta który ma podejście takie samo jak ja