cześć Kochane moje:-)
Zaraz napiszę dokładnie co i jak, ale najpierw w jednym zdaniu, bo jak ja sie rozpiszę, to padniecie zanim dojdziecie do końca historii

;-)
Tak więc....................jestem w domu!!!! z Julkiem w brzuchu- a jak

To to najważniejsze...A było tak: rano zbieralismy się na godzinę 12 na ktg, a tu zadzwonili z usg, że "ludzie od usg są i sam aparat też"

I mam być na 11, więc szybko zapakowaliśmy torby, siebie i do szpitala z myślą, że już dziś nie wrócimy...Na usg pani stwierdziła, że mały odpowiada jak najbardziej mojemu tygodniowi ciąży, może nie będzie Pudzian (przynajmniej w chwili urodzenia) ale jest wszystko w najlepszym porządku. Miała w ręce wyniki usg od prywatnego lekarza, wiedziała na co ma zwracać większą uwagę, łożysko stwierdziła, że takie ma być, przepływy dobre, więc nie ma co się czepiać i nie mam co wracać na porodówkę. Po tym usg miałam jeszcze się stawić na ktg, myślałam, że może po tym coś mi powiedzą o porodzie...Ale też nic, ktg bardzo dobre, miałam jeszcze naciskać jakiś przycisk jak będę czuła, że Julek się rusza...Tak na wszelki wypadek, wciskałam chyba co drugi ruch, żeby było, że niby słabo się rusza...Ale i tak powiedzieli, ze bardzo dobrze. No i tyle!!! nie ma co przyśpieszać porodu, jak jest dobrze. No i teraz nie wiem co robić...Przeciez sama się im na łóźko nie wpakuję

A z drugiej strony jak analizowaliśmy wszystko z eMem, to mój polski doktorek nie powiedział, że jak pójdę do szpitala to bedzie od razu poród, tylko trzeba monitorować, bo on na mnie dmucha i chucha, bo wie jak wystarana jest ta ciąża, a nie taka "zrobiona na ławeczce w parku"


-słowa mojego doktorka. Więc myślę, ze może faktycznie nic się jeszcze takiego nie działo, ale wolał to sprawdzić...Będę do niego zaraz pisała co on o tym myśli... Powiem Wam, ze chciałam już, żeby mnie tam zostawili. Niby w domu lepiej..każdy tak mówi...ale ja wolę tam być. Non stop pod kontrolą, no wiadomo-taką angielską

no ale zawsze jakaś...A tak to wyczekuj tych skurczy, cholera wie jakie to mają być, kiedy jechać itp. Po tym wczorajszym "cholernie delikatnym" badaniu dziś mam plamienia, z rana były minimalne, aż tu nagle w południe tyle tego było, ale jednorazowo, taka galaretka jakby...mocno brązowa...( sorrki za opis szczegółowy)...czy to mógł być ten czop??? tak mi jedna dziewczyna z wątku Wyprawkowo napisała, że prawdopodobnie odszedł mi ten czop i poród blisko

A ja to zielona i nic nie wiem...
W domu mam już wszystko porobione, jutro coś tam pogotuję, strzelę szybkie ciasto i będę polegiwać

A moja mama wczoraj miała urodziny (oczywiście nawet smsa jej nie wysłałam...no ale kartkę wcześniej posłałam) i już miała nadzieję, że dostanie prezent na urodziny!!!! nawet w pracy kazali jej dobra nalewkę stawiać za wnuka...nalewkę wypili, a wnuka dalej nie ma

Ufff ale jazda!!!!
Kochane, doczytam co naklikałyście wczoraj i dziś i dopiero odpiszę, ok? przepraszam, ze tak tylko o sobie, ale serio! poczytam i odpiszę
