Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij
Następnym razem powiedz pani pielęgniarce, że to nie jej biznes jakie badania wykonujesz i w jakim odstępie czasu. Albo od razu idź do jej przełożonego. Nie przejmuj się takimi ludźmi.Laurka, gratuluję i dużo zdrówka dla Was!To niesie pokrzepienie, myśl, że pomimo takich wydarzeń w życiu jednak może się udać, pomimo trudu
Na ten moment trudno mi myśleć o kolejnych staraniach, wiem, że czas uleczy trochę ran, emocje opadną i może taki temat powiększenia rodziny powróci, a w głębi boję się, że przez obecną sytuację także kolejne będą naznaczone ryzykiem, więc dziękuję za Twoją historię!
Teraz przede wszystkim borykam się teraz z takim dokuczliwymi stanem: raz pogodzenia, zrozumienia sytuacji i straty, zajęcia się czymś, żeby nie myśleć, rozmowy z mężem, że będzie dobrze, poradzimy sobie z tym... a po paru godzinach znów chwilowej głupiej, naiwnej, nieuzasadnionej nadziei. Mam wtedy taki zryw - szukam w wielu źródłach potwierdzenia na nagle wzrastające beta HCG i prawidłowość ciąży wbrew złym przyrostom, wbrew temu, że pęcherzyk jest niewidoczny na USG, wbrew krwawieniu. Później znów włącza się racjonalne myślenie i opanowanie. A potem znowu ujęcie jak bez ładu i składu chlipię w ramieniu męża, że potrzebujemy cudu i znaku (w tym momencie przepaliła nam się żarówka w pokoju, co oczywiście jak taki świr uznałam za owy znak) Potem przychodzi ochłonięcie. I dzisiejszy dzień. Nie miałam robić badania beta HCG aż do jutra, jednak mam wolny dzień... leżałam, myślałam nie mogąc znieść tego upływu czasu i bezczynności - ubrałam się i pobiegłam do pobliskiego laboratorium. Koniec końców dostałam porządny ochrzan od pani pielęgniarki: że robię to badanie za często, ręce posiniaczone, że to nienormalne, bo wczoraj u niej byłam i finalnie wracałam do domu zaciskając usta żeby się nie rozpłakać na ulicy.
Jak czytam Wasze historie dziewczyny
, to wiem, że może być lepiej, że to minie, że nie zawsze będę się tak czuła, wdech wydech
![]()
Ech. Mi pobierali kiedyś z dłoni, ale to bolało. Jak po pobraniu robią Ci się siniaki, to poszukaj labu, w którym pobierają normalną igłą, a nie próżniowo. Wiem, że hormondia powinna, ale nie wiem jak inne laby. Niestety większość robi próżniow, a właśnie z tego się robią siniaki.Chyba mi się skumulował niedostatek sił z próbą nie denerwowania się oraz z brakiem odpowiednich słów, bo nie wdałam się w rozmowę.Pobrała krew z nadgarstka, nie próbowała z łokcia. O tym już akurat dyskutowałam długo i usłyszałam, że to żyła jak każda inna, a moje siniaki uniemożliwiają pobranie z łokcia.
6 tygodni temu miałam w szpitalu wenflon i ciągle mam siniaka w tym miejscuTaaak, na dłoni mam siniaka sprzed kilku dni, jedno z boleśniejszych pobrań, doskonale rozumiem.Na siniaki lekarka poleciła mi żel arnikowy. Jeszcze nie mogę powiedzieć, czy jest skuteczny. Dzięki za bardzo dobrą radę, zapamiętam na przyszłość, teraz wracam do tego laboratorium tylko dlatego, żeby go nie zmieniać w momencie, gdy zaczęłam tam badać przyrosty bety
To nie do pomyślenia, że jeszcze takie rzeczy się dzieją, jestem przerażonaDziewczyny, nie wiem co robić, do myśleć, mam taką pustkę w głowie... Beta w dalszym ciągu rosła, raz przekraczając 66% przyrost, a czasem nie. Krwawienie się wzmogło, skrzepy również. Byłam u wielu lekarzy, prywatnie i na NFZ, byłam w szpitalu, postawili już wszystkie możliwe diagnozy: od poronienia samoistnego, zatrzymanego, w toku, ciąży biochemicznej, ciąży endoskopowej, do ciąży o nieznanej lokalizacji. Robiłam na własną rękę dużo badań szukając punktu zaczepienia, progesteron, tarczyca... podobno bez znaczenia.
Dopiero w tym tygodniu dostrzeżono coś na USG, dwa pęcherzyki: mniejszy w macicy, większy w okolicy jajowodu. Mówiłam, że w okolicy jajowodu czuję od poprzedniego dnia lekki ból, jakby co miesiąc - normalny owulacyjny, ale powiedziano mi, że to na pewno nie owulacja. Kazano mi czekać, przyjęto na oddział. Następnego dnia beta wzrosła, dano mi do ręki dokument zgody na łyżeczkowanie macicy, powiedziano, że z tej ciąży na 100% już nic nie będzie, że nie mam czekać na cud i się łudzić, że trzeba to natychmiast zakończyć. Mocno odradzono mi zastrzyk mówiąc, że to jest chemia, drastyczna dla organizmu, pół roku nie wolno później starać się o dzieci, a łyżeczkowanie będzie mniej inwazyjne. Łyżeczkowanie macicy miało sprawdzić też, czy beta zacznie spadać, a jeśli tak się nie stanie - pomyślą co z przydatkami. Chaos w głowie, próbowałam przekonać samą siebie, ale leżałam na sali z panią przed i po zabiegu, próbowała być dziarska, jednak po powrocie z zabiegu... jej rozpacz była rozdzierająca. Miałam wątpliwości, musiałam to sobie poukładać w głowie, przepłakać, zabieg odroczono za dwa dni spędzone w domu. Wczoraj jechałam do szpitala z ciężkim sercem, nastawiłam się na przeżycie tego dnia, pogrzebałam nadzieję, jednak w dniu zabiegu po badaniu USG i bety powiedziano, że to może być po prostu bardzo wczesna ciąża, a one mają swoje tajemnice, beta wzrosła, że wiedzą jeden pęcherzyk, może (?) zarodek w macicy i nic w przydatkach. Że może to było ciałko żółte, może się wchłonęło. Szok. Ale jak to? Ale ja już dwa dni temu miałam mieć zabieg?! Grono innych lekarek potraktowało mnie trochę jakbym co najmniej zgłosiła się na aborcję, a nie zabieg, do którego mnie nakłaniano i na który zdecydowałam się rozbita emocjonalnie i bez sił... wyliczono mi z czym on się wiąże, jak będzie ze mnie lecieć krew na podłogę, wypytywano czy ja go chcę, bo oni osobiście mi go nie zrobią, bo sumienie by im nie dało żyć i nie mogliby w nocy spać................... Że żyjemy niestety w Polsce.
Nowa diagnoza z wczoraj: ,,ciąża wczesna lub nieprawidłowa". W poniedziałek mam się zgłosić na czczo, będzie beta, USG, a może od razu będzie zabieg.