P
pani.olga
Gość
od kilku dni mam problem z moim 2-latkiem. kiedy pojawia się moment wyboru czegoś, on zachowuje się tak, jakby zmieniał zdanie co 10 sekund. dla przykładu sytuacja z dzisiaj: kładliśmy małego spać, a on powiedział, że chce pić. mąż przyniósł bidon, ale gdy podał go synowi, ten zaczął odpychać ręce i powtarzać "śpimy, śpimy". kiedy mąż odstawił bidon, syn zaczął krzyczeć i popłakiwać, powtarzając, że chce pić, ale w momencie, kiedy dostał bidon kazał go z powrotem odstawić i krzyczał "śpimy, śpimy". taka sytuacja trwa przez kilkanaście minut, czasem dłużej i nie ma na to ŻADNEJ metody. nie pomaga tłumaczenie, zachęcanie ("sprawdź, czy smaczny soczek", "napij się, to Twój ulubiony" itd.). syn cały czas powtarza pod nosem "to nie, to nie" i oczywiście cały czas płacze, a czasem zaczyna wyć, jakby go ze skóry obdzierali. jestem załamana i po którymś razie w ciągu dnia po prostu mam ochotę go udusić (oczywiście metaforycznie). jakieś pomysły?

tez miewam takie myśli, bo codziennie toczę walkę z uparciuchem. W niedziele mamy wizytę u psychologa dziecięcego, bo juz nie wiem ja do córki dotrzeć, jak przekonać, jak mowić aby sie choc troche słuchała. Dzis ubierałam młodą godzine a i tak to nie rekord.czasem prosze ja 3h bez rezultatu. Nie pomaga danie jej wyboru czy ta koszulka czy ta, czy te legginsy czy te, ze idziemy na płac zabaw ect. Wszystko jest jej obojętne... Zajmuje sie wszystkim byle sie nie ubrać. Potem walkach o uczesanie a widze, ze jej włosy przeszkadzają. Czasem to mysle aby ja obciąć na "chłopca" wtedy przynajmniej problem czesania bede miec z głowy
