ojojoj, dłuuugo by pisać. Tak naprawdę rekrutację mam trzecią: pierwsza na wakacjach: efekt na początku był ok, a później coraz gorzej, potem druga: nikt ciekawy się nie pojawił-poszłam na wychowawczy, teraz więc trzecie podejście.
Jak oceniam? Np.: była babka (dosłownie 10 min. temu wyszła) ale niepotrzebnie wspominała o jednej z jej pracodawczyń, która nie pozwalała swojemu synowi wychodzić na spacer na dłużej niż 30 min (co mnie to

-a o niej to źle świadczy, bo jakiekolwiek zdanie ja będę miała to ona i tak będzie wiedzieć swoje

)-wysłuchałam cierpliwie wywodu o tej "bezdusznej" matce, chciałaby wychodzić z Polą: rano, przed obiadem, po obiedzie, po południu-non stop, a ja z kolei mówię, że fajnie jest na dworze ale nie na takim etapie, bo dzieciak siedzi w kombinezonie i się mało rusza, owszem można pohuśtać na huśtawce, zjechać ze zjeżdżalni ale przecież nie przez 3 godziny

, a ona dalej swoje

a dziecko powinno się rozwijać przecież.
Najwięcej niań narzeka na dawnych pracodawców-wystarczy się o to zapytać nie mają żadnych zahamowań by wytykać wszelkie ich wady-za ich "wymyślne" pomysły na życie pociech: np. często dawały jeść potrawy zakazane ("no bo proszę pani jak nie dać jajecznicy"), nie słuchały woli rodziców ("przecież to nie zaszkodzi"), kłamały od jakiego wieku opiekowały się dziećmi (po co?), przychodzą z paznokciami o długości 3 cm, albo rozpuszczonymi włosami do pasa (a mają zajmować się gotowaniem). Największe rozczarowania pojawiają się jak pierwszy etap mamy za sobą i wtedy je bierze na "zwierzenia", że np.: ojciec dziecka i jego matka to byli w takich a takich relacjach

, albo próbowały się mnie wypytywać o: (uwaga): szczegóły porodu

, jak długo karmiłam piersią

, cenę metra mieszkania, czym zajmują się babcie i tysiące innych pierdół




hihihi, ale nie tracę nadziei:-)