A ja szczerze powiem, że nie miałam wcześniej pojęcia, że takie małe Wielkie Maluchy mają aż tak wielką chęć do życia i siłę do walki. Przyznam, że w modlitwach mówiłam, że jeśli mój Synek ma strasznie cierpieć i że jeśli faktycznie dla niego będzie lepiej odejść-niech odejdzie a już więcej się nie męczy i nie cierpi. A On...? zaskakiwał mnie kroczek po kroczku, najpierw poradził sobie z sepsą, potem po pierwszej dawce sterydów na płucka żeby zejść z respi, teraz pięknie choć powolutku je z butelki. Nagrodą za to wszystko co go i nas spotkało był niedawno jego pierwszy uśmiech...
Nigdy nie zwątp w swoje Dziecko a napewno Cię zaskoczy, choć musisz wiedzieć, że droga może być dłuuuga i kręta. Musisz nauczyć się dostrzegać wszystkie najmniejsze postępy. Jak teraz patrzę wstecz to widzę dokąd te maleńkie kroczki do przodu nas doprowadziły tz. Wojtusia, a czasem naprawdę były maluuusieńkie. Wojtuś od urodzenia wciąż jest w szpitalu, to już ponad 3 miesiące... I nie zliczę ile razy słyszałam "czekać", "modlić się", "mieć nadzieję".
Powodzenia i wytrwałości!