Hej dziewczyny,
Zwykle nie piszę na forach, ale szczerze mówiąc już sama nie wiem, co myśleć i może któraś z Was miała podobną sytuację.
Ostatnia miesiączka była u mnie regularnie (29.04.2026). Według wyliczeń jestem już kilka dni po terminie okresu.
Moja historia wygląda tak:
19.05 - beta hCG 6,6
21.05 - beta hCG 34,2
23.05 - beta hCG 46,0
25.05 - beta hCG 33,9 (spadek)
Po wyniku z 25.05 lekarz uznał, że najprawdopodobniej jest to ciąża biochemiczna. Na USG nic nie było widać, ale beta była bardzo niska, więc wiadomo było, że i tak nic jeszcze nie powinno być widoczne.
Psychicznie przygotowałam się już na poronienie i czekałam tylko na krwawienie. Tyle że...
Krwawienie do dziś się nie pojawiło. Nie mam plamień. Mam tylko od czasu do czasu lekkie pobolewania jak przed okresem.
Przez cały ten czas robiłam codziennie rano testy ciążowe z tej samej firmy, z tego samego opakowania. Nie były bardzo ciemne, ale też nie robiły się jaśniejsze. Wręcz miałam wrażenie, że bardzo powoli ciemnieją.
Dzisiaj (30.05) zrobiłam kolejną betę i wyszła 83,8.
Progesteron:
19.05 - 9,37
21.05 - 16,90
23.05 - 15,64
25.05 - 11,53
30.05 - 14,47
I teraz kompletnie nie wiem, co o tym myśleć.
Jeszcze kilka dni temu byłam przekonana, że to już koniec, a dziś beta jest ponad dwa razy wyższa niż 5 dni temu.
Czy któraś z Was miała podobną historię? Jak to się u Was skończyło? Zdrową ciążą, ciążą biochemiczną, a może pozamaciczną?
Będę wdzięczna za każdą odpowiedź, bo mam totalny mętlik w głowie.
Zwykle nie piszę na forach, ale szczerze mówiąc już sama nie wiem, co myśleć i może któraś z Was miała podobną sytuację.
Ostatnia miesiączka była u mnie regularnie (29.04.2026). Według wyliczeń jestem już kilka dni po terminie okresu.
Moja historia wygląda tak:
19.05 - beta hCG 6,6
21.05 - beta hCG 34,2
23.05 - beta hCG 46,0
25.05 - beta hCG 33,9 (spadek)
Po wyniku z 25.05 lekarz uznał, że najprawdopodobniej jest to ciąża biochemiczna. Na USG nic nie było widać, ale beta była bardzo niska, więc wiadomo było, że i tak nic jeszcze nie powinno być widoczne.
Psychicznie przygotowałam się już na poronienie i czekałam tylko na krwawienie. Tyle że...
Krwawienie do dziś się nie pojawiło. Nie mam plamień. Mam tylko od czasu do czasu lekkie pobolewania jak przed okresem.
Przez cały ten czas robiłam codziennie rano testy ciążowe z tej samej firmy, z tego samego opakowania. Nie były bardzo ciemne, ale też nie robiły się jaśniejsze. Wręcz miałam wrażenie, że bardzo powoli ciemnieją.
Dzisiaj (30.05) zrobiłam kolejną betę i wyszła 83,8.
Progesteron:
19.05 - 9,37
21.05 - 16,90
23.05 - 15,64
25.05 - 11,53
30.05 - 14,47
I teraz kompletnie nie wiem, co o tym myśleć.
Jeszcze kilka dni temu byłam przekonana, że to już koniec, a dziś beta jest ponad dwa razy wyższa niż 5 dni temu.
Czy któraś z Was miała podobną historię? Jak to się u Was skończyło? Zdrową ciążą, ciążą biochemiczną, a może pozamaciczną?
Będę wdzięczna za każdą odpowiedź, bo mam totalny mętlik w głowie.