Witam wszystkie majowe mamusie, żadko się tutaj udzielam ale Was podczytuję.
Mam totalnego doła. Jestem na etapie szukania dobrego gastrologa dziecięcego. We wtorek 8 lipca wylądowałam z Anią w szpitalu. Z niedzieli na poniedziałek zaczęła wymiotować, co wypiła lub zjadła zwracała, w poniedziałek zaliczyłam dwóch pediatrów, którzy stwierdzli że to wirus i do 3 dni powinno minąć, we wtorek popołudniu dziecko leciało przez ręce, znów poszłam do pediatry w ośrodku zdrowia ta wypisała skierowanie do szpitala, w szpitalu dziecko tylko na kroplówkach, dalej odruch wymiotny się utrzymuje, badania podstawowe wszystkie w normie zero gorączki, zrobili tk głowy ale wykluczyli jakiekolwiek zmiany w mózgu, wymioty ustały, zaczęły sie problemy z wypróżnianiem, chirurg przy badaniu stwierdził nieprawidłowości z prawej strony, usg nic nie wykazało, zrobili rtg a na nim obraz jak przy uchyłku jelita, badanie per rectum, zrobili lewatywę, jak dla mnie koszmar słyszeć jak dziecko własne płacze, każą czekać do rana jesteśmy już 3 dobę w szpitalu i nadal nie wiem co jest mojemu dziecku, ranne rtg wyszło lepiej ale w jednym miejscu jelito jest nabrzmiałe jak przy skręcie jelit, przenieśli nas na oddział chirurgii że zabieg będą małej robić, ordynator każe powtórzyć jeszcze raz rtg i okazuje się, że jelito wróciło do normy nie ma wybrzuszenia. Tydzień na chirugii spędziliśmy jeszcze an obserwacji, w tym czasie wymioty wróciły jak Ania zjadła tylko bułkę z masłem. Stwierdzono nietolerancję na niektóre produkty ale na co to sama mam sobie dochodzić, nie wiem od czego zacząć. Jak ułożyć dietę 2 letniemu dziecku, i jak ją rozszerzać. Młoda chce jeść wszystko to co jadła przed szpitalem i co mam robić? Poradźcie coś laski bo ja zeświruję. Przepraszam że się tak rozpisałam:-(
Może któraś słyszała o jakimś dobrym gastrologu w Krakowie albo Katowicach.