reklama
Forum BabyBoom

Dzień dobry...

Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało.

Ania Ślusarczyk (aniaslu)

reklama

Cud poczęcia, cud narodzin- nasze doświadczenia i doznania

Dołączył(a)
3 Listopad 2008
Postów
2
Witam serdecznie!
Moja opowieść jest bardzo krótka bo w sumie nie ma za bardzo jak to opisać :)
Jak zaczęłam rodzić to nawet o tym nie wiedziałam :biggrin2: Rano posprzątałam cały dom. poszłam odwiedzić rodziców, zrobić zakupy i po południu poszłam na kontrolną wizytę do ginekologa. A on pyta czy mam jakieś bóle bo mam 4 cm rozwarcia :D położyli mnie na sali porodowej i przychodzili co 10 min :) Po pół godziny 10cm rozwarcia i zero bólu, żadnych skurczy :) Dali mi oksytocynę, 5 skurczy partych i Franio wyskoczył :D
 
reklama

femme fatal

Mama Ninki :)
Dołączył(a)
11 Maj 2008
Postów
9 923
No więc w końcu ja też tu mogę napisać :-)

Więc ja troszkę przyczyniłam się do porodu a dokładnie łyżką olejku rycynowego :-p
po 2 godzinach zaczęło mnie gonić na kibel :-p i zaczęły się skurczę :-p od początku były regularne co 2-3 minuty :-p tyle że ich moc wzrastała ... jakoś godzinkę w domu z tymi skurczami zostałam żeby się upewnić że to to i koło 21:30 wyjechaliśmy do szpitala jakoś o 22 byliśmy na miejscu skurcze dalej regularne ale babeczka jak mnie zbadała to rozwarcia brak ... :dry: chciała mnie do domu wysłać to jej powiedziałam że nie ma mowy :-p to dostałam w dupę jakiś zastrzyk i miałam sobie 30 min pochodzić ... no to wtedy to już zaczęło boleć :-p wyszło tak że godzinę czekałam na tą babę :angry: no ale po tej godzinie stwierdziła że jest rozwarcie małe ale jest ... no to Kuba po torby do samochodu ja przebrałam się w piżamę itp i o 24 leżałam już na porodówce :-) ... koło 1 zaczęły się takie skurczę że darłam mordę jak głupia i Kubie rękę podrapałam całą :-p tak do około 4 się męczyłam a później zaczęły się parte ... które były o niebo lepsze :-) no ale że ta położna chodziła ciągle gdzieś to ja bałam się przeć bo bałam się że Ninka wyskoczy i nikt jej nie złapie :laugh2: więc dopiero jak baba przy mnie stanęła i się tylko mną zajęła to dałam z siebie wszystko i mała o 4:45 wyskoczyła :-) jak ją tylko zobaczyłam zapomniałam o całym bólu :-) najcudowniejsza chwila w moim życiu :-)
 

Alex.

Wdrożona(y)
Dołączył(a)
30 Maj 2008
Postów
3 573
Miasto
sierakowice
wiec tak 28 pazdziernika postanowilam odwiedzicm przyjaciolke....wychodzac od niej powiedzialam ze to moja ostatnia wyprawa z domu(choc termin mialam za dwa tyg) jakies przeczucie :* w drodze powrotnej zlapaly mnie skorcze....od razu regularne co 2 min.....byla godz 18... z tymi skorczami wytrzymalam do 22, wzielam prysdznic i nic nie przeszlo...wiec spakowalam do konca torbe:-D:-D:-Dwiem , dopiero teraz to zrobilam:szok: o 23 bylam w szpitalu....wszystko spisali i spytalam czy jest mozliwosc zeby rodzila z facetem....a oni na to ze sala do porodu rodzinnego jest zajeta....ze jesli wytrzymam do 7 rano to sie zwolni- bylam w szoku. tak bardzo chcialam rodzic razem z S:szok:no to marsz na porodowe lozko.....;-)mialam skorcze z krzyza bolalo diabelnie....zasttanawialam sie ile do konca jeszczee bo wiedzialam ze dlugo nie wytrzymam....no to mowie zeby mi znieczulenie dali...wcisneli mi jakis czopek ktory mial pomoc, a tu jeszcze gorzej...poprosilam o to znieczulenie do kregoslupa, nie chcieli dac....chcialam im zaplacic i tez odmowili....co za baby.... to sie ich spytalam czy chca zebym im tu umarla....a one z tekstem ...nie umrzesz kochana, tylko jeszcze kilka godzin przed toba....wkurzylam sie, polozna wyszla i chwycilam za tel....zadzwonilam do S i powiedzialam mu jedno zdanie " nigdy wiecej nie wsadzisz tego pindla":-):-):-):-)i sie rozlaczylam. 0 4.55 kacper byl juz ze mna......i tak w tym momencie juz nic mnie nie bolalo...2 godz po porodzie wstalam z lozka i poszlam na inny oddzial....babki byly pod wrazeniem ze ide jakbyy nigdy nic, bo normalnie to na lozku wioza:-)

zadziwia mnie jedno, mjimo tak wielkiego bolu nie wrzeszczalam:p gadalam sama do siebie jedynie:-) lepiej nie pisac jakie glupoty padaly z moich ust:-D
 
Dołączył(a)
11 Listopad 2008
Postów
11
Miasto
Joanka
heh dołączam...
Trafiłam do szpitala w 41 tyg. (tydzień po terminie) miałam dostać kroplówke lecz na wieczornym obchodzie pani doktor stwierdziała że nie dostanę kroplówki gdyż mają już zaplanowane porody i nie miała bym gdzie rodzić... troszkę (w cudzysłowiu) się zdenerwowałam no ale cóż pomyślałam że załatwię to na porannym obchodzie gdy obecny będzie mój lekarz prowadzący...
Długo nie trwało godzina 23... lekkie skurcze (nie wiedziałam czy to już to bo to moje pierwsze dziecko)... godz. 00.00 kolejne coraz mocniejsze... poszłam do pielegniarki powiedziałam co i jak no i zostałam przeniesiona na porodówkę... Noc... skurcze... przez cały ten etap raz krzyknęlam..przyszła pielęgniarka i powiedziała że mam tak nie krzyczeć bo obowiązuje cisza nocna...ale mnie wtedy zdenerwowała...ale nie ważne... Gdy mój lekarz przyszedł na obchód lezałam już na porodówce... pomógł mi sprowadzić synka na świat... i stałam się najszczęśliwszą kobietą.... stałam się MAMĄ....
EHH nie musiałam niczego załatwiać w sprawie kroplówki... Dziś Filipek ma 2 laka i jest słodkim i kochanym urwisem ...
Pozdraiwam Was wszystkie
 

madzik1388

Mój Skarb 12.11.08
Dołączył(a)
17 Kwiecień 2008
Postów
2 514
Miasto
lubelskie
no to teraz ja
10.11, gdzies tak okolo 23 obudzily mnie mocne skurcze, polezalam troche, poszlam sie umyc, ale skurcze nie przechodzily, i byly regularne co 2 min, wiec do szpitala. po dotarciu okazalo sie ze dyzur ma dwoch najgorszych lekarzy, jak mnie badali to myslalam ze umre z bolu, stwierdzili ze rozwarcie mam na palec, skurcze nie sa mocne wiec dzis rodzic nie bede, a mnie bolalo jak cholera. I tak mnie zostawili z tymi skurczami, dopiero na drugi dzien jak juz byli inni lekarze na dyzurze dali mi jakis zastrzyk po ktorym usnelam, i ustapily skurcze. Dopiero 12 po kilku godzinach placzu z nerwow cos sie zaczelo dziac, tak gdzies od 15 skurcze byly regularne, a o 22.50 Majeczka byla juz razem z nami. Na szczescie przy porodzie mialam super lekarza i polozna, no i swojego mezusia ktory przecinal pepowine
 

islandka

Szczesliwa Mamusia ;*
Dołączył(a)
27 Październik 2008
Postów
9
Miasto
Mieszkam na Islandii w miescie Akureyri
No to moja kolej ;))

Do szpitala mialam sie zglosic na 3.11 bo podejzewali u mnie zatrucie ciazowe.No ale chyba ze bede miala bole glowy przez weekend to mam sie zglosic. No i tak bylo , mialam bole glowy w piatek i sobote. Wiec w sobote juz nie wytrzymalam i pojechalismy do szpitala okolo godziny 21. Zbadali mnie itp i postanowili mnie polozyc. Cisnienie mialam wyskie 145/95 bez przerwy , bialko w moczu , spuchlam , bole glowy .... No i powiedzieli mi ze musza mnie przetrzymac bo mam te zatrucie :/ a to jest niebezpieczne i dla mnie i dla dziecka . No to ok. Wyslalam narzeczonego do domu po to i tamto, ale on oczywiscie nie widzial o co mi dokladnie chodzilo i wpakowal mi prawie wszytsko do torby :p
No i leze , leze , leze . Cisnienie nie spada, bialko wzrasta. Przyszla lekarka i polozna i powiadomily mnie we wtorek ze musza wywolac porod. No to ja ok :-) bo juz sie nie moglam doczekac kiedy sie mala urodzi (a bylam w 38 tyg.) O 6 rano we srode wsadzili mi cos w pipke :p (ze tak ladnie powiem) na wywolanie boli . To sie bole zaczely okolo 7 (ale prawie ich nie czulam) o 9.30 przebili mi lozysko i odeszly mi wody . I tak sobie siedzielismy z narzeczonym w mojej sali i czekalismy . Podloczyli mnie pod ktg okolo godziny 12 . Nie dali mi obiadu :wściekła/y: tylko jakis jogurt. !! :crazy: Okolo godziny 14-15 (nie pamietam dokladnie) zawiezli mnie na sale porodowa bo mi bole zaczely. Nie moglam lezec bo mnie bolalo, nie moglam stac (chodzic) bo mnie bolalo, wiec sobie usiadlam na pilce , '' ohhh jak dobrze '' Podali mi tlen rozsmeszajacy, nie pomagal wogle :/ Darlam sie , wkurzalam , paznokcie wbijalam mojemu w reke :-p Wkoncu przyszedl jakis lekarz :p i dal mi jakies znieczulenie w plecy (nie mam pojecia jak to sie nazywa po polsku) Boze jaka ulga po tym byla. Wogle nic nie czulam ! Polozylam sie i odpoczywalam ;-) Czekalismy tylko na bole parte. No i zaczelo sie, najpierw po malu a puzniej znowu BOLALO !!! :-( No ale wtedy ten tlen pomagal sporo . No wiec zaczynamy. Najpier kazala mi sie polozyc (ZLE MI):no: Mowie ze tak nie chce. No to posadzila mnie na ''nocnik'' , bylo duzo lepiej , czulam ze sie cos dzieje , ze ''idzie'' . Ale bolalo strasznie :/ Parlam i parlam , nie pamietam ile . Puzniej kazala mi na czworaka , i tak juz zostalam bo bylo najlepiej. Moj mnie masuje po plechach, ja sie wkurzam :// wkoncu mu powiedzialam (powoli) zeby przestal bo mnie to wkur**a . :-p Krzyczlam zeby mi zrobili cc , ze chce isc do domu , ze juz nie moge, ze chce zeby to juz byl koniec. Powiedzialam tez ze go zabije (mojego) Biedny :p ale na szczesnie nie przyjal tego na powarznie. Juz bylo widac glowke, polozna przyniosla lusterko i mi chciala pokazac :angry: !
Ja do niej - ''Oszalalas,? Nigdy w zuciu''
A ona - '' No to moze Pan chce zobaczyc''
A Ja - ''Wez mi to zabierz !! NIE'':-D
Biedna ta polozna :p miala sie ze mna :-) No i jezcze dwa trzy parcia i Nasza Julia wyskoczyla :D Skarbek obcial pepowine. Polozna ja wytarla , i dala mi ja na chwilke.
Puzniej zwazyla ja i zmierzyla . Wazyla 3.030 kg i mierzyla 51 cm :) Ja sekunde odpoczelam , wstalam i ubralam Julie :-)

Niby bol STRASZNY, ale to byla jedna z najpiekniejszych chwil w moim zyciu ;***

Pozdrawiam :happy2:
 
Ostatnia edycja:

moniawycint

Fanka BB :)
Dołączył(a)
6 Sierpień 2008
Postów
214
jak was czytam dziewczyny to zazdroszcze wam tych porodów ja narazie jestem przed rozwiązaniem wiec mam nadzieje ze bede miec taki poród jak wy. GRATULUJE MALUSZKóW
 

moniawycint

Fanka BB :)
Dołączył(a)
6 Sierpień 2008
Postów
214
moj porod kolejny z serii "nie czuje ze rodze"..

wizyta kontrolna przypadala na ostatni dzien osmego miesiaca, sie ladnie wykapalam, umalowalam, ubralam i jedziemy do szpitala, podlaczyli mnie pod ktg, na sali lezala jeszcze jedna kobieta w dziewiatym miesiacu juz oczekujaca w szpitalu rozwiazania, wpada na sale rozbawiony lekarz mowi do tamtej "pani to jeszcze troche" a na moje ktg zerknal sekundke spojzal na nas smieje sie i mowi : a ta pani zaraz rodzi" i uciekl, to my tez w smiech jakie ma poczucie humoru. wchodzi pielegniarka i sie usmiecha-pyta "mocno boli?" no to my z mezem w smiech - no ale dzis im sie na zarty zebralo bo mnie nic nie boli przeciez, czuje sie rewelacyjnie :-) po jakims czasie znowu wchodzi pielegniarka i pyta czy bardzo mocno boli.. a my ale o co chodzi "bo widzi pani ta linia pokazuje pani bole" no to sie dalej smiejemy.. wygonili mnie na usg, lekarz mowi ze dzidzia wychodzi.. no ale to za wczesnie, podlaczyli mnie pod cos co mialo przetrzymac mala w brzuszku przez jakis tydzien dwa moze miesiac, przy optymistycznej wersji wyszlabym do domu po 2 dniach i w domu bym brala tabletki a po tygodniu mala moze sie rodzic.. spedzilam noc w szpitalu.. drugiego dnia po poludniu moj maz pojechal wreszcie do domu zdrzemnac sie bo tak cala noc ze mna spedzil w szpitalu.. moj lekarz pojechal 400 km do domu, przekonany ze nie bede rodzic tego dnia, czuje jakby male uklucie bardzo nisko przez chwilke doslownie, wolam pielegniarke czy to normalne, ona ze tak ale zadzwonila do mojego lekarza, zwiezli na ktg no i masakra wchodzi jedna doktor druga jakas pielegniarka i mnie pytaja o te moje bole.. a ja nic.. tylko siusiu co sekunde mi sie chcialo.. moj biedny lekarz ledwo dojechal do domu w samochod i do mnie.. przyjechal, zapadla decyzja ze cc bo nie wiadomo bylo co z pluckami czy sie wyksztalcily no i mala nie byla sama zdecydowana na jaki porod jest gotowa.. i juz bylam na sali, znieczulenie, radio na sali, muzyczka hawajska, lekarze zartowali miedzy soba i ze mna i poczulam male pchniecie i uslyszalam mojego szkraba, podali mi ja na chwilke i kiedy uslyszala moj glos przestala plakac... ach wzruszajacy moment.. no i mi ja zabrali, zobaczyam ja kolejnego dnia pozniej ;-)a wszystko bylo ok.

odnosnie moich bolow- kiedy przyszlam na wizyte mialam co 2-3 minuty skurcze porodowe, bardzo silne... lekarz powiedzial mi ze gdybym nie miala tego dnia wizyty kontrolnej to po prostu zaczelabym rodzic w domu nie wiedzac o tym, jako ze nic nie czulam... a kiedy tuz przed rozwiazaniem Ci lekarze tak namolnie co chwile mnie pytali czy strasznie boli to zaczelam mowic ze "troche" bo mi az glupio bylo.. bo te namolne baby nie mogly odpuscic az nie uslyszaly ze cos tam czuje - ale gucio bo nic nie czulam :p

stad troche moje obawy o ta ciaze.. zebym nie przegapila gdyby sie wczesniak znowu chcial rodzic.. choc i tak mam nadzieje ze znowu nie bede nic czula :-p
zazdroszcze porodu:-):-):-)
 
reklama
M

mamu$ia

Gość
To i ja sie podziele swoim porodem.

Kiedy byłam w 34 tyg. trafiłam w nocy do szpitala, bo miałam skurcze. Przyjmowała mnie taka wredna lekarka, która stwierdziła, że nie wie co mi sie wydawało, że ja jeszcze nie rodze itp... Jednak dlatego, że do domu było daleko, kazała mi zostać do jutra. nazajutrz okazało sie, że skurcze na 60%, lekarz tylko ciągle mówił, że to dobrze, że przyjechałam, a ja sie wkurzałam, bo sie przygotowywałam do ślubu... Codziennie ktg rano i wieczorem. Wieczór dobre i obiecują, że jutro wyjde jak rano będzie dobre, a rano jak na złość skurcze 60-70%. Na szczęście żadnego rozwarcia, fenoterol w kroplówce, w tabletkach i magnez...

Po 3 dniach obietnic w końcu mnie wypuścili, na tabletkach, nie przemęczać sie, nie denerwować, jak najwięcej odpoczywać, łatwo powiedzieć jak sie nie ma ślubu na głowie...

Na wizycie u gina po szpitalu mówił, że mam sie oszczędzać nie tańczyć na ślubie i tym podobne bzdury, których i tak nie posłuchałam i na ślubie mówiłam wszystkim, że został mi jeszcze tydzień do porodu. Po ślubie pojechaliśmy na 3 dni w góry.Po tej krótkiej wycieczce w środe na wizycie lekarz dał mi skierowanie na usg i powiedział, że wcześniej niż za 2 tygodnie nie urodze.

W piątek byłam na usg i jeszcze wieczorem prasowałam ciuszki dziecku i pakowałam torbe do szpitala, choć mąż twierdził, że wogóle nie potrzebnie, że jeszcze czas. W sobote w południe (dokładnie tydzień po ślubie) pisze mężowi, że dziś zostaje w łóżku, bo beznadziejnie sie czuje, wszystko mnie boli i że marze żeby w końcu urodzić. Zanudzałam go sms-ami typu "chce już do szpitala" itp:-D Jakież było jego zdziwienie kiedy za kilka minut zadwoniłam do niego i powiedziałam, że musi wracać do domu natychmiast, bo odeszłymi wody:laugh2: Przyszła moja mama, właściwie razem spakowałyśmy jeszcze kilka rzeczy do torby, a ja jadłam śniadanie choć nie miałam na nie ochoty. Dostałam skurczy co 3 minuty, teść pojechał po męża do pracy, a moja mama dzwoniła do lekarza czy zdarzymy skoro już skurcze mam tak często, a do szpitala daleko. Lekarz śmiał sie, że mogłabym jeszcze jechać do Warszawy na wycieczke (dużo bym mogła zwiedzić:-D:-D:-D), ale nie skorzystałam i pojechałam do szpitala kiedy tylko mąż przyjechał:-)

W szpitalu sie przebrałam w koszule położna zrobiła tzw. wywiad i takie tam formalności związane z przyjęciem, badanie itd. Mama i teściowa, które przyjechały z nami, pojechały do domu, a ja i mąż zostaliśmy i czekaliśmy na poród bóle miałam bardzo silne... Dostałam znieczulenie dopiero jak miałam większe rozwarcie. Po pierwszej dawce bóli prawie nie czółam, po drugiej nie bardzo pomogło... Poszłam z mężem na ktg, pierwszy raz usłyszał bicie serduszka Szymonka:-) Potem skakałam na piłce i zaczęło sie. położna uprzedziła, że mały może nie umieć samodzielnie oddychać, bo to dopiero 37 tydzień i wtedy będą musieli go przewieźć do innego szpitala i żebym sie nie przejmowała, bo napewno nic mu nie będzie. Mąż był przy porodzie, dzielnie ocierał mi pot z czoła. Ja nie czółam żeby cokolwiem tam sie posuwało w kierunku "wyjścia". Musieli mnie naciąć, bo mały rodził sie z rączką przy buzi.Ja cały czas miałam maske tlenową na buzi. Kazali mi przeleżeć jeden skurcz, mnie aż podnosiło. W końcu kiedy miałam już kończyć parcie położna powiedziała, że jak sie postaram to urodze na tym skurczu, więc ja bez powietrza wogóle w buzi z całej siły poparłam i mały wyskoczył sobie 31.08.08r. o 1.20:-D Szczęśliwy tatuś przeciął pępowine, a małego dali mi na moment na brzuch, zbadali i dali do inkubatora obok mnie żeby sie grzał. Mąż poszedł zadzwonić do wszystkich, a mnie zszywali. Pytałam tylko czy z Szymonkiem wszystko dobrze. Dostał 10 putktów. Od razu przewieźli mnie na poporodową. Mąż został jeszcze ze mną tak 30 min, bo troszke go z tamtąd wyrzucali, bo późno.... Liczyliśmy, że przyniosą małego, ale ponoć nie mógł sie zagrzać... 3 godziny później dostałam gorącą herbate i ŚWIERZE bółki z serem:-) Zjadłam, poszłam spać i o 6 rano przynieśli mi małego.

Tak sobie minęło kilka dni w szpitalu na ciągłych odwiedzinach, bo to pierwszy wnuk. Kiedy mieliśmy wychodzić mały miał żółtaczke i musieliśmy zostać... Był 6 godzin na naświetlaniu i obiecywali, że jutro do domu (już to kiedyś słyszałam...:confused2:). Na drugi dzień powiedzieli, że żółtaczka na takiej granicy i możemy wyjść, ale jak będzie bardziej zółty to z powrotem do szpitala.

Na szczęście z małym było dobrze i nie musiał wracać do szpitala. A ja...... pytałam tylko o niego po porodzie i do dziś nie wiem ile miałam szwów:-D:-D:-D:-D:-D:-D:laugh2:
 
Do góry