My mieszkamy na szczęście na swoim, choć mieszkanie to ma wiele mankamentów ale nie musimy płacić za nie kredytu na który i tak nas nie stać. Mąż dostał to mieszkanie od rodziców, a oni mieszkają dwie ulice dalej w mieszkaniu po dziadku. To jest stare budownictwo, wiele rzeczy się sypie, ale troszkę je odświeżyliśmy przed ślubem. Mamy 48m2, sypialnia i duży pokój z taką wnęką, którą zamierzamy przerobić na trzeci pokój dla maleństwa. Synek ma swój pokój, a my śpimy w tej wnęce. Jak wstawimy drzwi i ściankę, to przeniesiemy się do salonu, a maleństwo póki co będzie w tym nowym pokoiku (wszyscy razem się tam nie pomieścimy bo poza wersalką nic się tu nie zmieści). Jak trochę podrośnie, to przeniesiemy je do Michałka, a my wrócimy do mikro-sypialni. Ja całe życie aż do ślubu dzieliłam pokój z bratem i nie narzekałam. Było jak było i trzeba było sobie radzić. Może inni mają lepiej, ale są też tacy, którzy całą rodziną gnieżdżą się w jednym pokoju. Nie ma co narzekać. Trzeba troche pokombinować i zawsze jakaś przestrzeń dla dziecka się znajdzie nawet w malutkim mieszkaniu. Marzy mi się duże mieszkanie w nowym budownictwie albo domek, ale na to nie ma póki co żadnych szans. Nikt nam nie da kredytu, z resztą ciekawe kto by go za nas spłacał.Nawet sprzedaż tego mieszkania niewiele zmieni, bo w Warszawie ceny nowych mieszkań są zawrotne, a stare ciężko sprzedać no i cena wiadomo jaka..