Udało mi się kupić pare rzeczy z listy, ubezpieczyłam samochód, kupiłam poduchy na krzesła na balkon i po południu jak sobie usiadłam, opuściłam oparcie i posiedziałam z zamkniętymi oczami - normalnie myślałam, że zasnę :-) Kochane moje szaleć nie szaleje, ale są rzeczy, które muszę ja załatwić... Mój mąż ma niestety mase obowiązków w pracy i dzisiaj np prosiłam, żeby postarał się wyjść wcześniej (pracuje do 15:30), bo ja już nie dałabym rady pojechać z autem na przegląd, tak zadzwonił chwilę przed 16ą, że dopiero wychodzi... Do tego jest Igor, więc te które są już Mamusiami widzą o czym piszę... Za to moja mama dzisiaj dzwoniła i może przyjedzie do Wawy już w niedzielę :-) No niech przyjeżdża, bo ja już torby chce pakować a z nią jakoś raźniej :-)
Trasia - nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, aby nie powiadomić najbliższych o śmierci... Bardzo przykre co piszesz. Dziadek bez względu na relacje powinien zawiadomić najbliższą rodzinę! Dobrze, że mama zadzwoniła, bo inaczej prawdopodobnie nawet na pogrzebie by jej nie było :-( Moja koleżanka miała podobną sytuację przed wyjazdem nad morze - jej syn wylądował w szpitalu z podejrzeniem zapalenia opon mózgowych i nie mogli w terminie jechać na kwatery. Odstąpiła miejsce koleżanki córce i między sobą się rozliczyły. Może Mamie udałoby się zrobić podobnie? Trzymam kciuki, aby wszystko dobrze się skończyło.
Misia - brzuszkiem się nie przejmuj - mój urósł nawet nie wiem kiedy

Robię sobie fotki co pare tygodni i jak na nie patrzę, to się śmieję, bo wyglądam jakbym piłkę połknęła :-) Co by nie było, jesteśmy już na finiszu więc brzuszek musi być widać :-) Chyba Ci znajomi pozazdrościli i tyle ;-)
Larvunia - ciesze się, że obyło się bez antybiotyku. Teraz niech Frucio zdrowieje!