Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przecież wszystko się udało z Leo...
I uważam, że wogóle macie mnóstwo szczęścia - choćby z akcją przeprowadzkową, wynajęcie to i tam, przedszkole dla Ninki. Napewno czas leczy rany więc miejmy nadzieję, że będzie coraz lepiej. Wydaje mi się, że pewne kwestie powinnaś przepracować sama z sobą, bo psychologowie - chodziłam jak mi się kolejne związki sypały pod kątem tego co jest we mnie nie tak i nie poczułam, że mi to coś dało. Jak dla mnie trzeba się zaimpregnować samemu i nie dać się ponosić. Że u mnie/ze mną będzie inaczej niż widzę, lepiej i wogóle dobrze. Nie wiem czy jestem optymistka, ale pozytywne nastawienie dużo daje. 
i właśnie tak było i jest - "czego ona jeszcze chce? Nektóre dzieci umierają, a jej wcześniak dał radę - tylko się cieszyć". Moja mama też tego nie rozumie - tak jak nie rozumiała te 2 lata temu, że nie potrafię wejść w rolę radosnej matki wdzięcznej Bogu za to, że dziecko żyje, tylko że mam mnóstwo obaw o mpdz, o różne następstwa okoliczności okołoporodowych itd. Wtedy potrafiła mi powiedzieć (oczywiście wiem, że nie chciała mi celowo zadawać bólu), że ona zupełnie nie rozumie jak mogłam nie chcieć patrzeć na dziecko gdy się urodziło w karetce albo już w szpitalu, gdy przez kilka godz.leżeliśmy w tym samym, choć na zupełnie innych oddziałach (to właśnie wtedy nie wiedziałam, czy przeżył) - bo ona uwiesiłaby się klamki u sali, w której było dziecko - a ja wtedy nie chciałam. Takie reakcje zostają w głowie długo. I oczywiście wiem, że przecież nie chodzi o to, by rozpaczać i wciąż "przegadywać" tamte straszne chwile, ale właśnie takie spychanie na bok "bo wszystko jest przecież ok" sprawiają, że sama zaczynam sobie wyrzucać, że nie umiem ot tak, zwyczajnie, cieszyć się pomyślnym obrotem spraw. Tak jak piszesz - nie mam prawa do bólu. Nawet M.tego nie rozumie, niestety.
Powiem tylko, że do mnie rodzice walą drzwiami i oknami i wracają, nie mam super dużego doświadczenia , warsztatu pracy ale jakie to dla nich ważne, że ich los i ich dziecka jest dla mnie ważny, ze wysłucham, staram się wspólnie z nimi znaleźć rozwiązanie. No i zależy kto jakie ma oczekiwania , mój ulubiony tekst ostatnio " I'm a psychologist not a magican";-)