SilvA - ale ja mam podobne zdanie co do klapsów czy jakichkolwiek odruchów z gatunku rękoczynów do Twojego - napisałam, że mam kilka klapsów na sumieniu i się strasznie tego wstydzę. Przemoc to przemoc i wliczam w nią zarówno klapsy, jak i kopanie itd. - a droga od klapsa do bicia wcale nie jest taka krótka jakby się mogło wydawać (moim zdaniem). No i możesz być dumna, że udaje Ci się stłumić gniew i odruch klapsa w zarodku, że nie masz się czego wstydzić...
to obstawiam empik zatem, dzięki!
marta - tylko myślę, że publiczne klapsy to już nie tyle metoda wychowawcza rodzica, co jednak problem wszystkich. Bo takie dziecko uczy się, że klaps (dziś klaps, a jutro co będzie?) to sposób na radzenie sobie z gniewem, frustracją itd. - no i Silva pisała, że ten chłopiec tak samo reaguje wobec rówieśników, co jest już ewidentnym dowodem na to, że rośnie agresywny. Pójdzie do przedszkola i będzie prał słabszych. Błędne koło. Dlatego w takiej sytuacji, kiedy już teraz widać konsekwencje takich klapsów jako "sposobów na łobuza", nie moglabym po prostu milczeć i rozumiem rozterki Silvy.
Na placach zabaw od razu widać które dzieciaki mają problem z agresją - zaczyna się od wyrywania łopatek a kończy na rzucaniu kamieniami. A reakcją rodzica nie jest "słowo na uboczu" tylko...również agresja! Klaps, wyzwiska (!!!), szamotanie!!! W takich sytuacjch nAwet nie wiadomo jak zareagować, bo z takim rodzicem dialogu nie będzie.