Rysica - jak wszystko pójdzie zgodnie z planem to ja od 13-tego jestem na Żelaznej. Dawaj znać, jakbyś w tym czasie tam trafiła (oczywiście z powodu porodu).
Muńka, a wyślij mi do siebie telefon na priv

ja też Ci dam swój

Jasne, że dam znać
Prosze mnie dopisac hihi. Z jednej strony nie moge sie doczekac a z drugiej boje sie niemilosiernie. Kazdy mi tylko mowi...zobaczysz skonczy ci sie to i tamto, pogadamy zobaczymy, juz nie bedziesz tak czytac, spotykac znajomych czy miec czysto w domu, miec przekasek na stole, kwiatow w doniczkach
Dziecko zaczyna mi sie jawic jak jakis wielki problem i klopot
Inaczej to sobie wyobrazalam....ze moje dziecko nie bedzie tym rozpiszczanym wszystko psujacym brzdacem ktore nie pozwala ci nawet porozmawiac z mezem bo wyje tylko nie placze a wyje aby zwrocic na siebie uwage.
Bedzie tak jak moje rodzenstwo...umiarkowanie lobuzujace, kochane i pozwalajace zyc innym domownikom. Takie male dzieci znam i tak sobie wyobrazam swoje
rany, chyba mamy tych samych znajomych :> Ja też wszędzie słyszę, że posiadanie dziecka to armagedon i koniec świata z dodatkową funkcją skarbonki bez dna. Ciekawe co ci ludzie chcą takim gadaniem osiągnąć?
Odnośnie tego, ze dziecko zmienia życie i "wszystko" się skończy - eee tam!
W sumie to ten pierwszy okres, powiedzmy do pół roku, to fakt, jest dosyć ciężko z czasem i organizacją i w ogóle, ale nie ma tragedii - wystarczy się dobrze zorganizować i da się wszystko. A to, czy dziecko będzie rozwydrzonym marudą czy nie, to po części zależy od dziecka ale i od rodziców. Szymek nie jest marudą, potrafi się sam sobą zająć, potrafi sam, nigdy nie wył żeby zwrócić swoją uwagę, potrafi zrozumieć, że jestem teraz zajęta albo że rozmawiam z tatą, czy z kimkolwiek przez telefon chociażby, ale ja jestem chyba dość surowym rodzicem, albo inaczej, nie surowym a KONSEKWENTNYM. Bo ja ustalam i ustalałam od początku TWARDE reguły, od których nie ma odstępstw. Ale przy tym wszystkim prawie nigdy nie krzyczę, zawsze wystarczyło jak powiedziałam bardziej stanowczo jak była potrzeba. Ale ja mam w ogóle wyjątkowe dziecko, bardzo spokojne i ostrożne, wręcz często strachliwe, nigdy niczego karkołomnego nie próbował, zawsze bardzo uważał (nawet jak zaczynał raczkować), nigdy nic nie zwalał znikąd, ja nawet nie wiem co to jest bunt dwulatka, może dlatego, że wszelkie oznaki buntu tłumiłam w zarodku i odwracałam uwagę od "problemu" i nie miałam nigdy "sceny" buntu ze strony Szymka. Teraz jak jest starszy i już mówi, to stara się z nami negocjować, ale wie sam, gdzie może sobie pozwolić na negocjacje. Teraz (i od dawna) można z nim iść wszędzie, no może poza koncertem w klubie późno w nocy, ale nawet na koncert plenerowy można z nim iść! A no i my też odkąd Szymek był mały, to wystarczyło go zostawić dziadkom (moim rodzicom) na trochę i pójść do kina czy na wesele, czy na koncert. Byliśmy nieraz. I nieraz też wychodziłam z koleżankami. Do pracy wróciłam jak Szymek miał pół roku i jeszcze tedy studia kończyłam zaoczne (weekendowe) i dało radę

Także nie myślcie, że świat się kończy, tylko trzeba być bardziej zorganizowanym i więcej planować

Ale da się, wszystko się da!

A dzieciaki są wspaniałe!!! najgorszy pierwszy rok, a przynajmniej pół roku ;P Reszta to sielanka
ja proponuję wtorek bo taka fajna data będzie 12.06.2012 :-)

a w poniedziałek mam jeszcze wizytę u gina i będziemy podejmować decyzję czy cc czy próbujemy sn

kurde od 2 dni mi tak nogi puchną że masakra :-(
TAK!!! Ja proponuję 12.06.2012

idealna data
Nie wiem właśnie co Ci ludzie chcą takim gadaniem osiągnąć, ale na pewno myślą, że my niedoświadczone to g... wiemy a oni to już tacy mądrzy w temacie. Ja nie cierpię jak ktoś mi mówi, że teraz to już się skończy to czy tamto i nauczyłam się już tylko przytakiwać, bo jak mówiłam, że nie zamierzam tym tokiem myśleć, to właśnie wszyscy mówili - urodzisz to zobaczysz. Ostatnio przez to gadanie wszystkich złapałam się na tym, że zauważyłam, że kończy mi się krem i wpadłam w panikę, że muszę jak najszybciej kupić nowy,bo jak urodzę to nie będę miała czasu iść do sklepu...i tak spojrzałam się w lustro i powiedziałam: Ty głupia babo!! przecież zostawiasz nakarmione dziecko mężowi, bierzesz auto i wyskakujesz do sklepu!!!! przecież nie jesteś sama!!!!! uświadomiłam sobie, że siedziało we mnie właśnie to co wszyscy dookoła wciąż powtarzają i "straszą" i pomyślałam...o nie!...pora zmienić myślenie i nie słuchać innych!:-)
To ja Ci powiem, że jeżdżąc z Szymkiem po sklepach wózkiem, lepiej zrobiłam zakupy niż z własnym mężem

Przynajmniej nie marudził, nie pospieszał, nie warczał "a po co Ci to, a nie może być tańsze?" tylko się uśmiechał z wózka, a na dodatek często mnie w kasie przepuszczał ktoś
