Ja się zaczęłam bawić w minimalizm. Od 5 obiadów codziennie (córka wege osobno, mały alergik osobno, chłopaki mięsożercy osobno, ja dieta osobno, pies osobno) do jednego dla wszystkich plus wege alternatywne. Mieliśmy wcześniej dwie klatki pełne gryzoni (myszki i świnki morskie) i to ja musiałam doglądać towarzystwa, ciąć pazurki, biegać do weta.
Odkąd nie mamy małych zwierzątek, zmieniłam zasady gry.
Obiad gotuje jeden dla wszystkich (no dobra, córka dostaje kotleta alternatywnego). Niestety pies został poszkodowany, dostaje paszę, suche bobki. I rzadko mięso. Często jest zupa, ogromny gar, no to mam na dwa dni.

Jak zrobię coś czego nie lubią to na trzy.

Już nie bawię się w dogadzanie każdemu z osobna, bieganie za dzieciątkiem, podsuwanie. Jest obiad, zapraszam. Nie to nie. Starsze mają alternatywę, mogą sobie same zrobić, albo skorzystać z fastfooda na wynos za swoje kieszonkowe.

Aby najmłodszy poszkodowany, ale staram się robić mnóstwo warzyw, które mały uwielbia. Ja się nie denerwuję, bo nie mam potrzeby. Mały jak jest dość głodny, zje wszystko. Dziś np. zjadł mielonego z ziemniaczkami i mizerią na dużym talerzu i poprawił dwoma serkami homogenizowanymi

. Ten to ma możliwości.

Staram się sobie ułatwiać od jakiegoś czasu pod każdym względem. Porządki i gotowanie też.