reklama

Depresja poporodowa

reklama
Rozwiązanie
Czułaś się strasznie ...tzn. co się działo ?
Mialam uczucie jakiej beznadziei i braku perspektyw. Czulam ze jest mi duszno i za ciasno i w domu i na ulicy. Wszystko wygladalo jakos inaczej niz wczesniej, tak ponuro. Czulam wrecz chwilami rozpacz. Jednoczesnie cieszylam sie ze mam dziecko a ten dol wydaje mi sie ze nie byl z powodu dziecka tylko hormonow poporodowych. Myslalam ze mam depresje ale jednak to nie bylo na szczescie to bo to minelo. Jak dlugo jestes po porodzie?
Ja dzien po porodzie zostawilam malego w sali ze spiaca wspolokatorka i poszlam na spacer po szpitalu placzac...Jakbym nie byla w takim dolku i chyba szoku to bym nigdy nie zostawila dziecka. Czulam sie strasznie przez pierwsze jakies dwa trzy miesiace po porodzie. To minelo. Swoja droga gdzie ten psycholog o ktorym pisza ze niby jest w szpitalu do dyspozycji po porodzie. Ja nie widzialam nikogo takiego. Wrecz przeciwnie, w nocy byly puste korytarze w szpital.
 
reklama
Ja dzien po porodzie zostawilam malego w sali ze spiaca wspolokatorka i poszlam na spacer po szpitalu placzac...Jakbym nie byla w takim dolku i chyba szoku to bym nigdy nie zostawila dziecka. Czulam sie strasznie przez pierwsze jakies dwa trzy miesiace po porodzie. To minelo. Swoja droga gdzie ten psycholog o ktorym pisza ze niby jest w szpitalu do dyspozycji po porodzie. Ja nie widzialam nikogo takiego. Wrecz przeciwnie, w nocy byly puste korytarze w szpital.
Czułaś się strasznie ...tzn. co się działo ?
 
Czułaś się strasznie ...tzn. co się działo ?
Mialam uczucie jakiej beznadziei i braku perspektyw. Czulam ze jest mi duszno i za ciasno i w domu i na ulicy. Wszystko wygladalo jakos inaczej niz wczesniej, tak ponuro. Czulam wrecz chwilami rozpacz. Jednoczesnie cieszylam sie ze mam dziecko a ten dol wydaje mi sie ze nie byl z powodu dziecka tylko hormonow poporodowych. Myslalam ze mam depresje ale jednak to nie bylo na szczescie to bo to minelo. Jak dlugo jestes po porodzie?
 
Rozwiązanie
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry