az mi glupio, jak tak czytam te wypowiedzi, bo ja jem wszystko niemalze. ograniczylam tylko troszke nabial i unikam nowalijek z obawy przed chemia, ale jesli wiem, ze sa z domowego ogrodka to tez nie stronie. a poza tym wcinam nawet kapuste, tak w surowkach, kiszona, jak i gotowana i maly jak dotad nie mial zadnych kolek, a wysypalo go na buzi owszem, ale po jakis konserwantach w kupionej w sklepie surowce.
mysle, ze dieta to nie jest zla sprawa, jesli nie ogranicza sie do gotowanego kurczaka i gotowanych jablek (bleeeee...), jak to czyni pewna moja znajoma. a maluch czym wiecej smakow pozna tym chyba lepiej. zreszta zawsze mysle o dzieciach wychowywanych na przyklad w indiach - toz tamtejsze jedzenie jest piekielnie ostre, i maluchy jakos zyja!
nie wiem, czy dobrze robie nie odmawiajac sobie czekolady i grzybkow marynowanych, ale skoro maly sie nie buntuje..