amko
Kwietnióweczka
CORSINI nasz matczyny instynkt zawsze podpowie że coś jest nie tak. I choć lekarze mówili przeczekać, rodzina mówiła że taki jego (Antosia) urok, dziadki podpowiadali butelkę, mąż prawie uwierzył, że synek czasem musi się wypłakać ja nie dałam za wygraną. Musiałam poznać przyczynę. Wiedziałam że coś mu dolega! Na szczęście udało się! Teraz można mu pomóc.
ja czasami już świruje i brak mi słów do tych lekarzy
przykład...byłam ze starszym synkiem 8 letnim bo dostał wysypki na policzku , na moje oko to jest alergiczne, mimo że wczesniej nie mial żadnych problemów z alergią
a pani doktor łaskawie nas opitolila i powiedziała ze wymyślamy i że je za dużo chipsów (ktorych nie je wcale)i tym sposobem musimy wszystkie testy robić prywatnie na własną ręke:sick: bo od niej to się niczego nie dowiemy
Ja to się śmieję przez łzy że wszyscy rozsądni lekarze już wyjechali z tego kraju zarabiać pieniądze a w Polsce to zostali sami łapówkarze i konowały. Oczywiście zawsze gdzieś znajdzie się "dr Korczak" ale takiego to ze świecą szukać. Sama pracuję z lekarzami i widzę co się dzieje LEKARZ LEKARZOWI WSZYSTKO ZAŁATWI CHOĆBY SKAŁY SRAŁY ZNAJOMYM SWOIM TAK SAMO, a dla przeciętnego Kowalskiego już nie ma miejsc na NFZ na badania, wrrr nie cierpię swojej pracy i obłudnych lekarzy, którzy za banknot na sznurku i solidarność zawodową są w stanie robić świństwa, nie szanuję ich. A ile telefonów odebrałam już z tekstem: dzień dobry jestem lekarzem (albo z rodziny lekarskiej) czy sa miejsca na Fundusz - a po negatywnej odpowiedzi - to służba zdrowia nie jest u Was uprzywilejowana?! Oczywiście gdyby przyszła ta osoba do gabinetu do któregoś z lekarzy to na głowie by stawał, żeby mu liznąć tyłek i coś znaleźć bo nie wiadomo kiedy on będzie w potrzebie. No i najlepsze... jak miałam rodzić to u mnie w pracy było tak - ale pani Kasiu pani coś musi dać lekarzowi w szpitalu, żeby zajęli się jak należy, no nie ma wyjscia bo będzie pani miała przerąbane, no coś trzeba dać, albo niech się pani powoła na mojego kolegę *******( i tu nazwisko lekarza), który pracuje w tym szpitalu
- póżniej, gdy byłam już na zwolnieniu w ostatnich dniach przed porodem to zachodziły w głowę co to ze mną będzie jak nie dam. Porażka... No i cóż, nikomu nie dałam złamanego grosza, na nikogo się nie powoływałam, a byłam traktowana bardzo dobrze, lekarzowi nie płaciłam a był przy mnie cały czas na sali porodowej, taki personel jaki jest w szpitalu MSWiA w Krakowie gdzie urodził się Adaś jest rzadko spotykany, za życzliwość nie trzeba tam płacić. Jedyne co ode mnie dostali to ogromny bukiet słoneczników przy wypisie do domu za to, że są właśnie tacy a nie inni
instynkt instynktem...ale jak nie ma tu takiego"Korczaka" to z cała ferajną na końcu polski nie dam rady szukać...a szkoda
K@sieńko buziaczki wielkie dla Ciebie