A propos wyjazdów w celu starań…
Jak człowiek planuje pierdnąć, to się zesra (powiedzenie mojej śp. ciocio-babci)

.
Zaraz po poronieniu stwierdziliśmy, że koniecznie we wrześniu koniecznie musimy gdzieś polecieć, bo miną 3 miesiące i będzie można zacząć od nowa, a na urlopach to najlepiej się w ciążę zachodzi xD.
No to szukałam lotów do Włoch, analizowałam terminy z moim hipotetycznym cyklem oraz cenami. Prawie się pociłam nad tymi analizami.
Koleżanki po poronieniach mówiły, że okres dostały równo 6 tygodni po zabiegu.
No to se myślę : „Jak one tak podostawały, to ja pewnie tak samo.”
Dobry tydzień szukałam najdogodniejszego terminu. Analitykiem mogłabym zostać po tych statystycznych obliczeniach.
I zarezerwowałam loty.
Pierwszy okres przyszedł dokładnie 5 tygodni od zabiegu, no to se myślę: „No kit z tym. Już wyjdzie po owu, ale przynajmniej małpy nie będzie.”
Nie przewidziałam jeszcze, że drugi okres przyjdzie po 25 dniach

(zwykle miałam 28-29 dni).
Tym sposobem lecimy w terminie mojej @, także odpuszczam też planowanie wyjazdów celem seksowania. Do dupy z takim planowaniem xD.