Nie chcę tu pisać o badaniach, diagnostyce, ale właśnie o emocjach, które temu towarzyszą.
Ja mimo stosunkowo krótkiego czasu starań (trochę ponad rok, jednak ze względu na czynnik męski i wiek będzie prawdopodobnie in vitro) przeszłam przez wiele emocji, których chyba nie spodziewałam się czuć tak szybko. Czułam się winna, że staram się tak "krótko", a już czuje zazdrość słysząc o ciąży koleżanki - oczywiście życzę jej jak najlepiej i cieszę się, ale nie jestem w stanie powstrzymać tego co się dzieje we mnie jak słyszę takie wiadomości. Ostatnio opowiadałam znajomej o naszych problemach i poczułam wstyd, że to akurat my się z tym mierzymy. Przecież miało być tak prosto, kilka miesięcy i dziecko. Oczywiście - płacz, poczucie niesprawiedliwości, złość, poczucie winy, to wszystko też jest na porządku dziennym.
Czuje pewnego rodzaju samotność w tym, bo w swoim otoczeniu mam albo osoby, które nie chcą mieć dzieci albo takie, którym udało się dosłownie po miesiącu i czuje się momentami niezrozumiana i bagatelizowana, bo przecież wystarczy "wyluzować" i na pewno się uda.
Co czułyście kiedy okazało się, że droga do macierzyństwa nie będzie w Waszym przypadku taka prosta? Jakie nieproszone rady są dla Was najtrudniejsze?
PS. Jeśli któraś z osób czytających lub komentujących jest z Krakowa to bardzo chętnie wyjdę na spacer lub kawę
Ja mimo stosunkowo krótkiego czasu starań (trochę ponad rok, jednak ze względu na czynnik męski i wiek będzie prawdopodobnie in vitro) przeszłam przez wiele emocji, których chyba nie spodziewałam się czuć tak szybko. Czułam się winna, że staram się tak "krótko", a już czuje zazdrość słysząc o ciąży koleżanki - oczywiście życzę jej jak najlepiej i cieszę się, ale nie jestem w stanie powstrzymać tego co się dzieje we mnie jak słyszę takie wiadomości. Ostatnio opowiadałam znajomej o naszych problemach i poczułam wstyd, że to akurat my się z tym mierzymy. Przecież miało być tak prosto, kilka miesięcy i dziecko. Oczywiście - płacz, poczucie niesprawiedliwości, złość, poczucie winy, to wszystko też jest na porządku dziennym.
Czuje pewnego rodzaju samotność w tym, bo w swoim otoczeniu mam albo osoby, które nie chcą mieć dzieci albo takie, którym udało się dosłownie po miesiącu i czuje się momentami niezrozumiana i bagatelizowana, bo przecież wystarczy "wyluzować" i na pewno się uda.
Co czułyście kiedy okazało się, że droga do macierzyństwa nie będzie w Waszym przypadku taka prosta? Jakie nieproszone rady są dla Was najtrudniejsze?
PS. Jeśli któraś z osób czytających lub komentujących jest z Krakowa to bardzo chętnie wyjdę na spacer lub kawę