Czekaliśmy na Ciebie od zawsze. Taką Cię wymarzyliśmy, taką Ciebie pragnęliśmy. Choć Twe narodziny były dniem pełnym bólu i strachu o Twoje maleńkie życie Ty pokazałaś nam jak bardzo jesteś silna mimo iż maleńka jak Pomarańczka…
Wtedy nie wiedzieliśmy jak bardzo zmieni się nasz świat, jak wiele nauczysz nas cierpliwości, wytrwałości i siły która jest w miłości. To Ty pozwalałaś nam przetrwać każdy dzień, to Ty dawałaś nam wiarę każdym swym oddechem, maleńkim spojrzeniem, każdym przybranym gramem swego ciałka.
Byłaś tak maleńka, że mieściłaś się w taty dłoni. To on zobaczył Cię pierwszy po porodzie, to on mi opowiedział jaka jesteś śliczna i jaka maleńka. Tak bardzo chciałam Cię wtedy zobaczyć i przytulić…Wtedy każda sekunda bez Ciebie była ogromną pustką w duszy, w sercu, w ramionach…każda sekunda z dala od Ciebie była strachem przed niewiadomą…
Wreszcie nadszedł ten dzień, pierwsze nasze spotkanie. Gdy przyjechaliśmy do Ciebie Ty otworzyłaś swoje maleńkie oczka i spojrzałaś jakbyś chciała powiedzieć: „jesteście? Czekałam na Was. Teraz dam już radę.” Łzy nam kapały na podłogę gdy Cię zobaczyliśmy. Mogliśmy wtedy też pierwszy raz Cię dotknąć. Twoja skórka była taka delikatna, że nawet nie wiedziałam jak mam to uczynić…
Tata uwielbiał Twoje stópki, zawsze je głaskał i podziwiał, nie mógł się na nie napatrzeć, choć żadna skarpetka nie chciała się na nich utrzymać on wciąż wierzył, że kiedyś na tych stopkach do niego przybiegniesz.
Pieluszka była dla Ciebie ubrankiem na całe Twe ciałko. Błam przerażona tymi wszystkimi rurkami, kabelkami do których byłaś podłączona, tym przeraźliwym pikaniem wszystkich maszyn…ale od chwili gdy Cię zobaczyliśmy wiedzieliśmy, że razem przetrwamy wszystko.
Potrafiłaś zaskakiwać nas każdego dnia. Znosiłaś dzielnie wszystkie zabiegi choć Twoje żyłki były delikatne i tak kruche. Walczyłaś o swoje życie, nie myślałaś o tym co mówią lekarze, robiłaś im na przekór i szłaś wciąż do przodu, by udowodnić wszystkim jak jesteś cudowną dziewczynką.
Całe dnie spędzałam przy inkubatorku. Tyle razy miałam ochotę Cię z niego wyjąć i zabrać do domu. Wreszcie nadszedł dzień gdy mi Cię wyjęli, położyli na piersiach a Ty wtuliłaś się tak mocno i mruczałaś, a mi łzy ciekły na Twą mała główkę i scałowywałam te łzy choć były ciepłe prosto z serca, takie łzy szczęścia. Szeptałam że Cię kocham, że marzyłam o Tobie, wdychałam Twój zapach, pierwszy raz byłaś tak blisko…
Potem przyszedł trudny czas gdy zachorowały Twoje oczka. Musiałaś przejść operację. Znów powrócił niewyobrażalny strach, tak chciałam by wszystko to mogło spotkać mnie żebyś nie musiała cierpieć, ale los nie był tak łaskawy…
Operacja jednak musiała się odbyć byś mogła zobaczyć słońce, zieloną trawkę wiosną, błękitne niebo latem, żółte liście jesienią i biały śnieżek zimą który często padał gdy szłam do Ciebie i o którym tyle Ci opowiadałam.
Czułam się wtedy taka bezradna, że nie mogę pomóc Ci w żaden inny sposób… zeszłam wtedy do kapliczki modliłam się choć się wcale na tej modlitwie skupić nie mogłam… ale Bóg był przy Tobie. Choć nogi się pode mną ugięły gdy Cię zobaczyłam już po, to Ty znów wyszłaś ze wszystkiego, Ty znowu udowodniłaś, że mimo swego małego ciałka masz ogromną wolę życia. Dziękuję Ci za to.
Po kilku tygodniach od operacji nadszedł dzień na który tak czekaliśmy. Dzień którego nigdy nie zapomnimy. Dzień którego nam wszyscy życzyli: wróciliśmy cała trójką do domu.
Był już luty, miałaś prawie 3 miesiące.
Dziś mija roczek od dnia Twych narodzin. Jakże ten rok był niesamowity. Jak bardzo się zmieniłaś. Potrafisz wciąż nas zaskakiwać i aż trudno uwierzyć, że z tej maleńkiej Pomarańczki wyrośnie tak śliczny owoc… Kocham Cię córeczko, dziękuję że jesteś.